Władcy chaosu – krwawe powstanie satanistycznego metalowego podziemia

Władcy chaosu – krwawe powstanie satanistycznego metalowego podziemia

„Muzyka, której słuchamy, być może nie określa tego, kim jesteśmy. Lecz stanowi piekielnie dobry punkt wyjścia”.*

Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Autorzy zaczynają naprawdę dobrze prezentując genezę black metalu. Zarysowują związki tego gatunku nie tylko z satanizmem, ale również z pogaństwem, nacjonalizmem czy rasizmem. Zapał jednak szybko gaśnie, a wraz z nim zainteresowanie muzyką, bo jej jest tu jak na lekarstwo. Można wręcz odnieść wrażenie, że prócz Burzum, Mayhem i Absurd nic innego w black metalu nie istniało. Owszem, autorzy nawiązują jeszcze (jakby mimochodem) do prekursorów Venom, Mercyful Fate czy Bathory. Ważniejsze od muzyki są jednak akty wandalizmu, palenia kościołów i kryminale zagadki Barda Eithuna oraz oczywiście Varga Vikernesa. To tabloidowe podejście do tematu zdominowało książkę. Inne wątki zostały odłożone na bok, albo paradoksalnie przesadnie uwypuklone (np. neonazizm).

Do chaosu redakcyjnego, skakaniu po wątkach pobocznych trzeba się przyzwyczaić. Również do faktu, że autorzy traktują black metal bardziej jako fenomen kulturowy i “bawią się w analizy” jego wpływ na skandynawską młodzież. 

Szkoda, że para poszła w gwizdek. Autorzy wykonali olbrzymią pracę: liczne wywiady
z muzykami, dziennikarzami, pewnym gronem ekspertów czy samym Antonem LaVeyem. Zabrakło jednak konsekwencji, dociekliwości w wywiadach – część Panów Muzyków zmieniła trochę poglądy i ich wypowiedzi śmierdzą wybielaniem na kilometr. 

Władcy chaosu – krwawe powstanie satanistycznego metalowego podziemia – Michael Moynihan, Didrik Søderlind. Kagra. 2010.

*Jodi Picoult – Tam gdzie ty