Wieża Ciśnień II

Dźwiękowa restytucja

Fuse / Holter

Split Echoes of Yul i Nowa Ziemia

Conspicuous Unobstructed Path

Macabre folk 23 Threads

Dionysus

Dytyramb Dead Can Dance

Light Of The Dreams

Sny Maćka Szymczuka

Act of Creation

Dziś zakończymy poznawanie dyskografii Accomplice Affair. W poprzednich odsłonach mogliście zapoznać się z moją opinią na temat albumów: "Jezioro Wspomnień", "Samotny Horyzont" oraz "Cienie". Pora na album "Act of Creation..." - prawdziwe genesis tego projektu, debiutancki krążek na którym pojawiły się pierwsze strzępy indywidualnego stylu, który jak pokazał czas najlepiej klaruje się przez muzyczne eksperymenty.

 
 1. Pomiędzy Mgłą
 2. Wewnątrz Wspomnień
 3. Niewidzialność
 4. Mroźny
 5. Tam Są Wierzby Płaczące
 6. Naprzód
 7. Zatopione Łzy Ludzkości
 8. Czarne Emocje

  The Eastern Front, A.D. 2006 




Szybki rzut oka na stronę projektu nie pozostawia złudzeń: "Act of Creation..." nie miało nigdy dobrej prasy. Jak napisał mi Przemek Rychlik to płyta "najtrudniejsza w odbiorze i chyba najmniej doskonała. Na niej uczyłem się tworzyć ambientowe dźwięki". Mówimy o albumie z 2006 roku, w dodatku o debiucie więc chłodne przyjęcie ma swoje pewne uzasadnienie. Dziś po 6 latach, z handicapem w postaci znajomości pozostałych albumów można na tą płytę patrzeć nieco pod innym kontem.

"Act of Creation..." jest swoistym wielowątkowym szkicem, osobistym i przepełnionym pomysłami do granic wytrzymałości (słuchacza). Jednak spełnia podstawowe zadanie stawiane przed muzyką: porusza. Jak? To już tradycyjnie kwestia indywidualna. Malkontenci dostrzegają "kolejną dark ambientową produkcję" o nieciekawym brzmieniu i ubogiej przestrzenności. Będą wytykać wspomniane już nagromadzenie pomysłów ich przypadkowość i brak rozwinięcia. Oczywiście w pewnym stopniu każdy konsument tego typu muzyki zgodzi się z przytaczanymi zarzutami. Jednak jest to w moim odczuciu spojrzenie jednowymiarowe.

Bowiem debiuty potrafią być fascynujące. Często są znakomitym źródłem informacji o twórcy. Pod płaszczykiem chaosu, pewnej dozy niepewności i wyraźnych inspiracji rodzi się indywidualny styl. To znaczy powinien, bo niestety częstą bolączką początkujących muzyków jest brak progresu i egzystowanie na wyeksploatowanym już artystycznym pułapie. Na szczęście Przemek Rychlik zalicza się do twórców ambitnych i jak czas pokazał konsekwentnych. Daje wyraźne sygnały, które mówią: mam wizję swojej muzycznej drogi. Takimi sygnałami są tu pojawiające się skrawki gitarowych improwizacji, czy klawiszowych rdzeni. Te charakterystyczne elementy pojawią się w późniejszych wydawnictwach Accomplice Affair i niejednokrotnie stanowić będą o ich unikalności i niebanalności.

Czasem serwowane bodźce są zbyt szybkie i zmienne. Nie pozwalają na zatopienie się w muzyce. Takim utworem jest "Niewidzialność", gdzie spokój nostalgicznej gitary zakłóca koszmarny atak syntezatorów. Na szczęście częściej bywa bardzo sugestywnie i emocjonalnie jednoznacznie: gęsto i niepokojąco ("Pomiędzy Mgłą", "Wewnątrz Wspomnień"), czy bardziej energicznie "Tam Są Wierzby Płaczące". Nieco mylący może być natomiast utwór "Mroźny", którego intensywną barwę przełamuje orientalny motyw i męskie szepty. Nieuporządkowana jest kompozycja "Zatopione Łzy Ludzkości", która ma spory potencjał jednak wydaje mi się mało wyrazista i nierozbudowana. Warty uwagi jest motyw pianina w utworze "Czarne Emocje" czy aktywne tło numeru "Naprzód".

"Act of Creation..." to początek muzycznej drogi Accomplice Affair. Dla wszystkich, których zainteresował mariaż gitarowych improwizacji z dark ambientową estetyką, słyszalny choćby na albumie "Cienie" jest to pozycja obowiązkowa. Natomiast młodzi twórcy powinni z uwagą prześledzić to wydawnictwo, gdyż znajdą tu wiele wskazówek.

Ten album jest nieco zwodniczy. Zastanawia jego nacechowany przypadkowością charakter. Eksperyment jest siłą nieokiełznaną, którą trudno utrzymać w ryzach. Dysonanse, niezamierzone brzmienia oraz nie zawsze idealnie dopasowane stukoty i buczenia. Może "Act of Creation..." wymagał głębszego przemyślenia i przewartościowania pewnych rzeczy? Nieważne, to już historia. Ciekawe mnie tylko jak ten album wyglądałby dziś, gdy Przemek Rychlik nabył już doświadczenia? Jak wiele by zmienił?


Autor: BH                                                                     23 stycznia 2012

Inne recenzje Accomplice Affair: Cienie, Samotny Horyzont, Jezior Wspomnień, The Zone Of Silence

Alfabetyczny spis wszystkich recenzji

0 comments

Proszę wprowadzić wynik operacji matematycznej z tego obrazka:

Proszę wprowadzić wynik operacji matematycznej z tego obrazka. =