Wieża Ciśnień II

Dźwiękowa restytucja

Fuse / Holter

Split Echoes of Yul i Nowa Ziemia

Conspicuous Unobstructed Path

Macabre folk 23 Threads

Dionysus

Dytyramb Dead Can Dance

Light Of The Dreams

Sny Maćka Szymczuka

Mononocle

Znakomity kompozytor i dyrygent Igor Strawiński pisał, że "elementy dźwiękowe przywodzą nam na myśl muzykę, lecz muzyką jeszcze nie są (...), tworzą muzykę jedynie w wyniku ich organizacji, ta zaś zakłada świadome działanie człowieka"[1]. To dobry punkt wyjścia do krótkiej recenzji albumu "Mononocle" autorstwa Dominika Grenzlera.

1. Melting Point
2. Eremit
3. Kodama
4. Stockwerk
5. Oko

A.D. 2012, Etalabel


Obowiązkiem twórcy jest wynajdywanie muzyki. Wtedy staje się ona nową wartością, która może zaistnieć w naszej rzeczywistości. Muzyka powstaje ze spekulacji. Kompozytor wybiera z nieograniczonych możliwości i szuka formy - konstrukcji, która staje się jednocześnie nową treścią. Właśnie, jak ważna jest ta treść?

Malarz symbolista Odilon Redon pisał: "moje rysunki niczego nie określają. Umieszczają rzeczy podobnie jak muzyka, w wieloznacznym świecie nieokreśloności. Są rodzajem metafory"[2]. Taką metaforą jest dla mnie album "Mononocle". Twórca projektu An Moku starał się przesunąć na dalszy plan ważności przedstawianie rzeczy oraz źródeł dźwięku (choć jest ich sporo). Skupił się na wspomnianej wyżej spekulacji, która przyjmuje tu wymiar tworzenia nowych struktur poprzez wyłapanie dźwięków i ich obróbkę. Te nowe struktury same w sobie są najważniejsze, nie ich treść.

"Mononocle" trzeba potraktować całościowo. Do szczegółowego poznania tej muzyki dochodzi się powoli. Przedstawione struktury dźwiękowe noszą cechy nieokreśloności i abstrakcyjności, dlatego musi minąć pewien czas, by wyobraźnia konsumenta muzyki mogła je w pełni ująć. Jednak gdy to się uda staje przed nami otworem cała architektura dźwięków, pełna różnorodnego rytmu, barwy i melodii. Architektura wciąż zmieniająca się, doskonaląca. Struktury dźwiękowe bywają proste (ulotne), ale i wielowarstwowe - osadzone w nagraniach terenowych (zwykle prozaicznych odgłosach życia) i strzępach uchwyconych melodii. Potrafią dążyć do celu w linii prostej, bądź kluczyć po przestrzeni. Potrafią koncentrować uwagę słuchacza, bądź stapiać się z jego aktualnym otoczeniem (dźwiękowym).  Dominik Grenzler stosuje różne dźwiękowe realizacje. Mamy więc możliwość usłyszeć różne artykulacje, różną siłę dźwięku oraz rozmaicie prowadzone linie melodyczne, rytmy i pauzy. Te elementy są na tyle uniwersalne, że pozwalają na układanie ich w niekończącą się liczbę różnych kombinacji.

Fascynujący jest sposób w jaki album ten nawiązuje do fenomenologicznej koncepcji czasu muzycznego Edmunda Husserla oraz rozważań Zofii Lissa. Słuchając kompozycji "Stockwerk" pochłaniałem aktualnie wyłaniające się struktury, jednocześnie odnosząc je do poprzednio słyszanych oraz tworzyłem w wyobraźni te, które miały dopiero nadejść. Z każdym przesłuchaniem efekty były inne, a każda - aktualnie przeżywana faza utworu stawała się natychmiast przeszłością i w specyficzny sposób promieniowała na to wszystko, co się w następnych momentach pojawiało. Warto posłużyć się muzyką z albumu "Mononocle" i przeprowadzić mały eksperyment "tworzenia muzyki". Chodzi mi właśnie o wybieganie naprzód ku wrażeniom mającym nastąpić - o taką projekcję będącą zestawieniem oczekiwania tego co ma nadejść i antycypowania dalszego ciągu rozwijającego się utworu. W ten sposób możecie stworzyć własny zbiór różnorodnych, następujących po sobie elementów dźwiękowych ukutych w pewną ciągłość. Pytanie tylko, czy ta ciągłość pokryje się z utrwaloną wizją An Moku? 

[1] Strawiński Igor, 1980, Poetyka muzyczna, Kraków, PWM.
[2] Jarociński S., 1966, Debussy a impresjonizm i symbolizm, Kraków, PWM.


Autor: BH                                                                        4 stycznia 2013

Alfabetyczny spis wszystkich recenzji

0 comments

Proszę wprowadzić wynik operacji matematycznej z tego obrazka:

Proszę wprowadzić wynik operacji matematycznej z tego obrazka. =