Anima Mundi

Zmieniona muzyka Hoarfrost

Where Words Fail, Music Speaks

Kompilacja dla Ani

Austeros

Przesłanie do wysublimowanych zmysłów Inner Vision Laboratory

The Measures Taken

Człowiek vs. maszyna w muzyce Machinefabriek

Glaciology

Cztery utwory o śniegu i lodzie Strom Noir

Aqualuna

Kojarzenie przebiegu muzyki z grafiką i kolorami ma bardzo odległą tradycję, która wykształciła choćby pismo nutowe. Neumy (znaki wskazujące melodię), współczesne partytury - wszystko by utrwalić ulotność i zmienność muzyki. Służba koloru i symboli nabrała szczególnego smaku w minionym wieku wraz z narodzinami tzw. graficznej notacji, niezbędnej w przypadku muzyki elektronicznej, konkretnej i wyzwolonej. "Graficzna muzyka" łączy w sobie wyłącznie ogólne sugestie naszkicowane w partyturze-rysunku, które mogą być w dość swobodny sposób odczytywane przez wykonawcę. Zastanówmy się przez chwilę: czy te graficzne notacje można wprawić w ruch?

I.   Genesis. Luna
II.  Somnium. Submersio
III. Substantia
IV.  Climax
V.   Coma. Oceanus
VI.  Purificatio. Aqua 

A.D.2013, Zoharum & Eter Records


Można. Wtedy mogłyby wyglądać jak audio-wizualne twory "Aqualuny" - odzwierciedlające w ruchu barw: zmienność, dynamikę oraz temperaturę muzyki. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że inne były intencje twórców - chodzi mi raczej o podkreślenie muzycznej roli koloru. "Kolor, który jest wibracją podobnie jak muzyka, jest również w stanie uchwycić to, co w naturze najogólniejsze, a zatem i najbardziej nieokreślone"[1]. Trudno spierać się  w tym punkcie z Paulem Gauguin. Prawda? Wtóruje mu poeta Charles Baudelaire: "rzeczą zaskakującą byłoby, gdyby dźwięk nie mógł zasugerować koloru, gdyby kolory nie mogły narzucić wyobraźni melodii i gdyby dźwięk i kolor nie były zdolne do wypowiedzenia idei, rzeczy bowiem wyrażały się zawsze przez wzajemne analogie"[2].

Anna Pilewicz i Rafał Iwański uchwycili to wspólne "wypowiedzenie idei" koloru i muzyki w sposób zachwycający. To prawda, że senna opowieść o przemianie mogłaby istnieć bez muzyki. Kalejdoskopowe mary, tajemnicze kształty, płynne wizje - to wszystko jest artyzmem samym w sobie. Podobnie jest z muzyką Rafała Iwańskiego, który prezentuje szerokie spektrum dźwięków niedomówionych, niekiedy klaustrofobicznych - zawsze plastycznych i działających na wyobraźnię. Jednak istota tego albumu tkwi właśnie w "wzajemnej analogii". Punktem stycznym jest woda: obrazy w różnych konsystencjach "przelewają się", muzyka natomiast bywa modyfikacją dźwięków różnych cieków (skojarzenie z albumem "La Syndrome Aquatiqu" Aube). Muzyka, niczym za pierwszych lat kina zagłusza milczenie obrazu, ale przede wszystkim wzmaga przekaz, dodaje ekspresji. Prezentowane wizje odbijają się w rytmice (np. "Climax"), natomiast dźwięk potrafi dostosować się do złowieszczej atmosfery przekazu : zawisnąć na granicy ciszy, jawy i snu; zmrozić iście reznorowskim budowaniem napięcia ("Coma. Oceanus").
Ten związek wcale nie musi być harmonijny. Muzyka potrafi postawić kontrę obrazowi, oderwać się swoim rytmem, zachwiać płynność - wszystko to bez zerwania dialogu, podjętego by osiągnąć wspólny cel: zespolenie.

Wspólne wypowiedzenie idei
Anny Pilewicz i Rafała Iwańskiego jest dla mnie współczesną formą grafiki muzycznej - dwupoziomowym tworem, który zachwyca swoim symbolizmem i bogactwem ekspresji.

Przypisy:
[1] Jarociński S., 1966, Debussy a impresjonizm i symbolizm, Kraków, PWM.
[2] Jarociński S., 1966, Debussy a impresjonizm i symbolizm, Kraków, PWM.


Autor: BH                                                                        13 marca 2013

Alfabetyczny spis wszystkich recenzji

0 comments

Proszę wprowadzić wynik operacji matematycznej z tego obrazka:

Proszę wprowadzić wynik operacji matematycznej z tego obrazka. =