Genetic Transmission

W poszukiwaniu realności dźwięków

Expo 70

Muzyka, która odgradza od zreczywistości

The Ritual Should Be Kept Alive

Magia Hybryds

Once

Naturalizm i zmysłowość muzyki Egora Grushina

Assemblage

Muzyczny asamblaż Machinefabriek

Foxgloves & Bluebells

Projekt Artefactum uraczył mnie porcją spokoju i wręcz mistycznej atmosfery. "Foxgloves & Bluebells" prócz pokładów delikatności kryje w sobie mroczne oblicze, które jest dla mnie najmocniejszym punktem tego albumu. Jednak nie uprzedzajmy faktów - zapraszam do lektury.


1. Fairy Lanterns
2. Of Subterranean Inhabitants
3. Primrose Chant
4. Oraisons Mauvaises
5. Where Saffron & Daisies Grow
6. La Belle Dame Sans Merci

 Ur Muzik/Old Europa Cafe, A.D. 2011




Pierwsze wrażenie jakie odniosłem po uruchomieniu tego krążka żywo korespondowało z graficzną stroną wydawnictwa. Eteryczny, delikatny klimat przesycony jest magią i nieziemskością. Spore wrażenie zrobiła na mnie ta utrwalona na nośniku ulotność, w której (jak przewidywałem) ukryta jest jakaś tajemnica. Moja intuicja mnie nie zawiodła. Gdy subtelności "Fairy Lanterns" przeszły w ciemniejszą atmosferę "Of Subterranean Inhabitants" wiedziałem że coś się święci. Aż drgnąłem gdy swoją przemowę rozpoczął Andrew King. Jakiż to charakterny głos, tak dominujący. Nie znosi sprzeciwu, a jednocześnie przykuwa uwagę. Tak naprawdę w tym utworze nie potrzeba niczego więcej. Bo ten głos przyćmi jednym zdaniem nawet najbardziej wysublimowane zagrania. Absolutnie nie chcę w ten sposób umniejszać znaczenia muzyki "w tle" tej kompozycji, która jest bardzo sugestywna i sama w sobie stanowi wartość dodaną całego utworu - chodziło mi raczej o uwypuklenie unikalności głosu King'a.

W kompozycji "Oraisons Mauvaises" słyszymy kolejny męski głos. Tu sytuacja jest nieco inna. Francuskojęzyczny monolog nie uzurpuje sobie praw do bycia pierwszoplanową postacią tego utworu. Posępny fortepian skutecznie toruje sobie drogę do uwagi słuchacza.

Jak już zapewne zauważyliście, na "Foxgloves & Bluebells" dominują głosy. Są to wpisujące się w klimat całości niewieście szepty, nucenia, a nawet rzucane zaklęcia. Mamy również do czynienia z uduchowionymi melodeklamacjami i śpiewem. W końcu album mocno zasadza się na poezji. Broni się się to pod względem koncepcyjnym i stylistycznym. Co najważniejsze całość nie popada w banał i monotonię.

Spory wkład w budowaniu ulotnego nastroju mają wszelkiego rodzaju ozdobniki: magiczne dzwonki, odgłosy natury, śmiechy czy urywane sekwencje fortepianu. Są delikatnie wplecione w strukturę utworów - wydawałoby się nieistotne, a tak ważne. Nieco żywszy wydaje się "La belle Dame sans Merci" głównie dzięki średniowiecznej hałaśliwości i folkowej skoczności.

Żeby nie było tak pięknie przydałaby się łyżka dziegciu w tej beczce miodu. Rozczaruję Was. Nie mogę się do niczego przyczepić - nawet długość albumu mi odpowiada.

Nie wiem czy jest sens dzielić muzykę na płeć. Jednak gdybym się o to pokusił nazwałbym muzykę Artefactum kobiecym ambientem - raczej ciepłym z zasady, uduchowionym, zmysłowym, splecionym z odgłosami natury. Jednak nie tak niewinnym, jakby się zdawało - tajemniczo pięknym niczym czarna perła.

Autor: BH                                                                    28 marca 2012

Powiązane recenzje:
Rosarium Hermeticum

Alfabetyczny spis wszystkich recenzji

1 comment

  1. Nie moje klimaty, chociaż mówisz, że to "babska" muzyka, cokolwiek to znaczy ;) Ale okładka cuuuudna!

    Gabrysia Wed, 28 Mar 2012

Proszę wprowadzić wynik operacji matematycznej z tego obrazka:

Proszę wprowadzić wynik operacji matematycznej z tego obrazka. =