Anima Mundi

Zmieniona muzyka Hoarfrost

Where Words Fail, Music Speaks

Kompilacja dla Ani

Austeros

Przesłanie do wysublimowanych zmysłów Inner Vision Laboratory

The Measures Taken

Człowiek vs. maszyna w muzyce Machinefabriek

Glaciology

Cztery utwory o śniegu i lodzie Strom Noir

Turn Off The City Lights

Pianista Henryk Herz, dostrzegał wyraźne związki marketingu z muzyką już w XIX wieku. Podczas koncertów w USA stosował różne zabiegi mające na celu zapełnić widownię. Jednym ze sposobów była rozpowszechniana informacja, że sala w której gra oświetlona jest tysiącem świec. Jednak jak to bywa na koncert przyszedł jeden dociekliwy, który zamiast słuchać muzyki owe świece przeliczył. Nieszczęściem Herza, delikwent zakończył sumowanie wynikiem 992 sztuk i wszczął awanturę żądając zwrotu pieniędzy za bilet. Słucham albumu "Turn Off The City Lights" i tak sobie myślę, że warszawska grupa Ashtray potrzebuje takie uzupełniającego (muzykę) zanęcacza i jednocześnie odporności na muzyczną pedanterię.

1. Where Are We
2. Spit it Out
3. Turn Off The City Lights
4. Rock’n’Roll
5. Tank

A.D.2012, Ashtray



Nigdy nie przekonywały mnie próby syntezy starego dobrego hard rocka z "niezwykłą atmosferą epoki grunge". Czuję tu rodowodową sprzeczność: wszak grunge w wielu aspektach był ucieczką od hard rockowych (niemal metalowych) elementów w kierunku bardziej tradycyjnego rocka. Hard rock to muzyka surowa, jednak precyzyjnie, grunge zaś to zdecydowanie prostsze aranżacje. O ile muzyka hard rockowa wpisuje się odwieczną tradycję idei buntu o tyle grunge był dla mnie zawsze muzyką powstałą z frustracji. Stąd istotny jest dla mnie w przypadku parania się muzyką rodem z Seattle autentyzm. I tu pojawia się moje pytanie, czy w Polsce w dobie narastających trudności ekonomicznych może wytworzyć się dobry grunt na autentyczną złość, gorycz i negację rzeczywistości? Może, ale czy to przekłada się na muzykę?

Najzwyczajniej w świecie wolę gdy te dwa gatunki występują w jednowymiarowych odsłonach (z większym ukłonem w stronę hard rocka). Nie zdziwi więc nikogo, że najbardziej do gustu przypadły mi dwie ostatnie kompozycje: "Tank", z której wyłania się sabbatowski duch oraz "Rock’n’Roll" w której z kolei czai się coś z muzyki Jimmy'ego  Page i spółki. W takim duchu chciałbym posłuchać pełnometrażowego albumu Ashtray. Jednak jak na razie grupa poszukuje swojego miejsca na muzycznej mapie, funkuje trochę w stylu Red Hotów, bądź raźnie podąża trudnym do sklasyfikowania tropem muzyki Alice In Chains.

W tradycyjnej relacji słuchacz - zespół, odbiorcy oczekują od twórcy pisania własnej muzyki i kształtowania własnego stylu, a przede wszystkim autentyczności i naturalności - tj. niepowstawania w wyniku machinacji przedsiębiorców przemysłu muzycznego. Jeszcze do niedawna pomijano wymownym milczeniem zespoły, które zamiast tworzyć własny styl, naśladowały wygląd i muzykę wielkich grup z przeszłości.
W dobie telewizyjnych talent show to wszystko się zmieniło. Dziś wydaje się, trzeba grać jak znany zespół X, by ktokolwiek zwrócił uwagę. Nie posądzam zespół Ashtray o wtórność i brak ambicji tworzenia własnego stylu. Jednak ich wybór padł na muzyczny rejon dotknięty od lat regresem, bo tak naprawdę nikt (ani muzycy, ani krytycy) nie wie w którym kierunku powinien być rozwijany grunge. W świetle powyższych faktów, gdy zespół zamierza obracać się w uznawanej przez wielu za archaiczna stylistyce potrzebny jest wymieniony na wstępie odporność oraz jakiś wyróżnik. Niestety w dzisiejszych czasach naturalność i autentyzm nie wystarczą, by nie zniknąć w tłumie nijakości. 

Autor: BH                                                                        17 stycznia 2013

Alfabetyczny spis wszystkich recenzji

 

0 comments

Proszę wprowadzić wynik operacji matematycznej z tego obrazka:

Proszę wprowadzić wynik operacji matematycznej z tego obrazka. =