Nightclubbing / Die Wölfe kommen züruck

Duch krautrocka

07|100|15

Dźwiękowa wizytówka Zoharum Records

Random Soundtrack

Synteza rzeczywistości Mirta

Wieża Ciśnień II

Dźwiękowa restytucja

Fuse / Holter

Split Echoes of Yul i Nowa Ziemia

Anastasis

Co nasza Reprezentacja Siatkarzy ma wspólnego z Dead Can Dance? Pozornie niewiele, choć jest kilka podobieństw. Pierwsze to poczucie wartości, tu jednak duet Gerrard - Perry wiedzą, że są najlepsi - od dawna zasłużyli na status legendy, a siatkarze notorycznie gubią swoją pewność siebie. Kolejna sprawa to oczekiwania. Dobra gra siatkarzy rozbudziła wielkie nadzieje na olimpijskie złoto. Z kolei reaktywacja Dead Can Dance sprawiła, że po albumie "Anastasis" niektórzy oczekiwali cudów. Czy słusznie?

1. Children of the Sun
2. Anabasis
3. Agape
4. Amnesis
5. Kiko
6. Opium
7. Return of the She-King
8. All in Good Time

Pias Recording, A.D. 2012


Czy od Dead Can Dance można jeszcze czegoś wymagać? Przecież ich wpływ na kształt muzyki jest tak istotny i niepowtarzalny. Czy po 16 latach ktoś miał nadzieję na rewolucję? Formacja naeksperymentowała się już w życiu: intrygujące instrumenty, najbardziej nieoczekiwane formy. A może nowy kierunek? Fakt, niemal każda płyta formacji wytyczała nową drogę, ale gdzie Dead Can Dance miałby podążyć tym razem? Głębiej sięgnąć do wpływów dark independent? Widzicie (słyszycie) to? No właśnie...

Na szczęście na "Anastasis" słyszymy Dead Can Dance jaki pokochały miliony. Lisa i Brendan nagrali nowy album w komfortowej sytuacji. Nie muszą nikomu, niczego udowadniać. Jest mrocznie (przed czym zawsze się bronili) i hipnotyzująco, eterycznie i magicznie. Usłyszymy tu te wszystkie koncepcje aranżacyjne i zamysły kompozytorskie, które duet wykorzystywał z powodzeniem na poprzednich albumach. W tym przypadku ta perseweracja nie jest niczym złym. Ba zaryzykuję stwierdzenie, że to słuszna droga.

Dead Can Dance wciąż pozostaje zderzeniem dwóch indywidualności, z których jedna preferuje klasyczny i podniosły styl, a druga podąża ku etniczno-eterycznym śpiewom. Indywidualne wizje Gerrard i Perry'ego odnajdują wspólny język nie tylko pod wspólnym szyldem koncepcyjnym. Jeśli przezwyciężyć pierwsze wrażenie sugerujące dystans pomiędzy członkami duetu, wychwycić można wzajemną inspirację i autentyczną współpracę (np w "Anabasis" czy w "Return of the She-King").   

Kompozycje Perry'ego są naturalną kontynuacją solowych dokonań (kłania się zwłaszcza album "Ark"). Są bardziej usystematyzowane i skonkretyzowane. Brytyjczyk hipnotyzuje swoim mistycznym głosem (wyróżnia się piękny "Amnesis", rytualny "Opium", czy płynący w ambientowym tle "All in Good Time"). Czasem zbyt popada w klucz klarownego podziału zwrotka - refren. Pewną konsternację wywołał u mnie dysonans między sferą muzyczną, a liryczną w "Children of the Sun": symfoniczna oprawa podparta parapetem syntezatorów z estetyką godną hymnu Dzieci Kwiatów. 

Predylekcja Lisy Gerrard do muzyki etnicznej wciąż zachwyca. Jej głos nie stracił nic ze swojego piękna i tajemnego ciepła. Kompozycje z jej udziałem nie są jednak już tak swobodne w układzie kompozycyjnym, a tendencje ku muzyce improwizacyjnej przeszły w rutyniarski warsztat. Nie zrozumcie mnie źle: "Agape" czy "Anabasis" wyśpiewane są niemal perfekcyjnie, jednak pozostał niedosyt - to nie jest pełnia możliwości tej pani! Czasem doświadczenie zdobyte w solowej karierze bierze górę i wkradają się elementy charakterystyczne dla muzyki filmowej ("Kiko", "Return Of The She-King").

Niemal wszystkie kompozycje na "Anastasis" pisane są według jednorodnego klucza. Wyjątkiem jest kompozycja "Return Of The She-King", która uderza w folkowe tony. Patosem przypomina nieco Enye, jednak wyczuwalny jest klasyczny styl Dead Can Dance. W utworze w którym słyszymy wyjątkowo Perry'ego i Gerrard razem tkwi niezwykły potencjał ilustratorski. Fascynuje mnie, że skłonność Perry'ego do wyrazistego rytmu i syntezatorowych brzmień nie przyćmiewa ulotności wytworzonej przez głos Gerrard.

Przy okazji debiutu Dead Can Dance Melody Maker pisał, że w przypadku tej formacji najważniejsza jest ekspresja, wolna od sztucznej mistyki i naciąganej powagi. Po przeszło 30 latach nic się nie zmieniło. Album "Anastasis" jest przepełniony wdziękiem i natchnioną atmosferą. "Wskrzeszenie" to chyba najdojrzalszy krążek tej formacji. Tym razem obyło się bez wytyczania nowych kierunków. Jednak to nie stagnacja - drugie znaczenie tytułu płyty ("pomiędzy dwoma etapami") sugeruje, że na kolejne muzyczne przełomy przyjdzie jeszcze czas.


Autor: BH                                                                  21 sierpnia 2012

Powiązane recenzje: Dionysus


Alfabetyczny spis wszystkich recenzji

0 comments

Proszę wprowadzić wynik operacji matematycznej z tego obrazka:

Proszę wprowadzić wynik operacji matematycznej z tego obrazka. =