Genetic Transmission

W poszukiwaniu realności dźwięków

Expo 70

Muzyka, która odgradza od zreczywistości

The Ritual Should Be Kept Alive

Magia Hybryds

Once

Naturalizm i zmysłowość muzyki Egora Grushina

Assemblage

Muzyczny asamblaż Machinefabriek

Echoe

Funk jednoznacznie kojarzy mi się z radością grania. To taki sprytny gatunek, który przyjmie wszystko i z niemal każdym innym gatunkiem potrafi się skoligacić. Nie inaczej jest w przypadku brzmień cięższych, psychodelicznych i progresywnych. Grupa Echoe na swoim debiucie postanowiła wykorzystać tą intrygującą właściwość funku i zestawić ze sobą różne, teoretycznie gryzące się formy stylistyczne. Co z tego wynikło?  

01. Kornishawn
02. Illusions
03. Stoned Dog
04. Undefined Blood
05. And Now...
06. ...The Statue Burns
07. Captive
08. Indiana Jones
09. Feats Divine
10. Time
11. Restless

A.D. 2010, Echoe


Odpowiem na samym początku coś niesamowitego, niejednoznacznego i jak mniemam dla wielu słuchaczy trudnego. Problemem dla wielu konsumentów muzyki będzie podejście Echoe do porządkowania przestrzeni dźwiękowej. Echoe nie uznaje gatunkowych granic, dlatego fanom progresu doskwierać będzie funkowe bujanie oraz ramowa destabilizacja w konstrukcji utworów. Natomiast miłośnicy radośniejszej strony zespołowych inspiracji mogą mieć trudności z pełnymi technicznych smaczków progresywnymi fragmentami. Najbardziej zadowoleni będą wszyscy Ci, którzy lubią w muzyce odkrycia i kombinacje.

Choć nadużyciem wydaje się posądzanie grupy Echoe o przedefiniowanie jakiegoś nurtu (prog funk?), warto zauważyć, że zespół na łatwiznę nie idzie. Przecież chcąc łączyć elementy funku z rockiem, czy nawet metalem mógł pójść w ślady popularnej od połowy lat 80. do późnych lat 90. praktyki uprawianej choćby przez Pince'a, Jane's Addiction, Primus, Red Hot Chilli Peppers czy Faith No More. Ba mógł na polskie tereny przeszczepić i przypomnieć takiego potworka jak funkcore. Na szczęście nie chciał i choć wielu malkontentów znajdzie w muzyce Echoe odniesienia do spuścizny znanych (wymienionych już) formacji, jest to muzyka naprawdę nietuzinkowa, którą warto poznać. 

Myślę, że receptą na znakomity debiut była synteza wielogatunkowości. Zespół wytworzył sobie w pewnym sensie wolnościową przestrzeń. Brak ograniczeń natury gatunkowej pozwolił zestawić członkom formacji prywatne inspiracje i kolokwialnie mówiąc powybierać te elementy, które najlepiej pasowały od wizji debiutu. Z pierwotnego funku pozostała zmysłowość, psychodelia i upodobanie do energetycznych riffów. Nie można pominąć istotnej roli sekcji rytmicznej, w której zgodnie z metryką gatunku potrafi wyróżnić się pulsujący bas (posłuchajcie "Stoned Dog"), charakterystyczna perkusja i tłumione brzmienie gitar. Z drugiej strony Echoe wykazuje ciągotki w stronę starego rocka progresywnego ("Time", "Captive''), brzmieniowego brudu rodem z Seattle ("And Now...", "...The Statue Burns") czy nawet metalu (godny Katatonii wstęp w "Undefined Blood"). Takie gatunkowe wypominki mają zasadniczą wadę. Inspiracje Echoe nie są oddzielone określonymi kompozycjami, potrafią spotkać się w ich obrębie (wzorcowo pokazuje to choćby "Illusions" czy "Undefined Blood").  Jest jeszcze muzyczna wisienka, ostatni w zestawieniu utwór "Restless" kolejny raz zmusi Was do przeszufladkowania zespołu.  

Niezależnie w jakim kierunku zmierza muzyka zespołu, swoje zadanie wzorcowo wykonuje wokalista. Zaimponowała mi jego elastyczność. Potrafi odnaleźć się w quasi grungowych balladach, żwawych funkowych momentach czy nawet w mocniejszych fragmentach. Doprawdy brakuje jeszcze growlingu... Zawsze jest feeling i dobra dykcja, nie razi zachowawczość. 

Czy tego chciałem czy nie wyszła mi laurka na cześć grupy Echoe. Choć prawdę powiedziawszy jakoś mnie to nie dziwi...


Autor: BH                                                                30 października 2012

Powiązane recenzje: Spot For Us

Alfabetyczny spis wszystkich recenzji

0 comments

Proszę wprowadzić wynik operacji matematycznej z tego obrazka:

Proszę wprowadzić wynik operacji matematycznej z tego obrazka. =