Genetic Transmission

W poszukiwaniu realności dźwięków

Expo 70

Muzyka, która odgradza od zreczywistości

The Ritual Should Be Kept Alive

Magia Hybryds

Once

Naturalizm i zmysłowość muzyki Egora Grushina

Assemblage

Muzyczny asamblaż Machinefabriek

Saturn Melancholia

Długo zastanawiałem się co mam zrobić najnowszym albumem Fuka Lata. Niby ciekawy, niby nowatorski (jak na polskie realia oczywiście i przy okazji jak na moje horyzonty), a jednak czegoś mi tu brak. To typ krążka, który nie irytuje bez reszty, ale jednoznacznie nie zachwyca.  

1. Life
2. Muse of the Introverted
3. Flying Fuka
4. Confide in Me
5. Saturn Melancholia
6. Rainy Day
7. Ribbon of Red

  Kondico Dreams, A.D. 2012




Piękny głos ma wokalistka kryjąca się pod pseudonimem LeeDVD. Hipnotyzujący i  przyjemy dla ucha. Może nie uwodzicielski (czy to wina cyfrowej modyfikacji?), ale taki uspokajający i kojący. Szkoda, że jego prawdziwe oblicze ukryte jest gdzieś wśród meandrów przesterów - za dalekie to dla mnie i często zbyt oderwane od dźwięków. Przyznaję ma swój urok, ale chciałbym dla odmiany usłyszeć taki "Confide in Me" bez tej cyfrowej mgiełki.

Rozpocząłem od wokalu bowiem, głos LeeDVD spełnia istotną rolę na "Saturn Melancholia". Jest prawdziwym, rzadko spotykanym dzisiaj przewodnikiem. Kreującym atmosferę albumu - dziwną, lunatyczną, nieprzytomną. Te eteryczne zaśpiewy czarują psychodelicznym klimatem, dobrze korespondując z transową elektroniką  - pełną mikro dźwięków i niecodziennych dronów.

Sama muzyka jest niespokojna. Jest cokolwiek przestrzennie i kosmicznie, a gęsta siatka zdygitalizowanych brzmień łączy się z wręcz popowa estetyką. Gitara Mito Day'a, mocno przetworzona i zakamuflowana zlewa się i podszywa pod inne instrumenty. Genialnie brzmi w tytułowym "Saturn Melancholia" - mrocznie i złowieszczo. Podoba mi się wykorzystanie trąbki (Kamil Szuszkiewicz znakomicie wzbogaca brzmienie "Muse of the Introverted" oraz fletu (Ray Dickaty swoją grą nadaje orientalnego kolorytu w "Rainy Day"). Oba tradycyjne instrumenty nie giną w tym cyfrowym szumie.

Zastanawia mnie pewne niezdecydowanie twórców. Muzyka na "Saturn Melancholia" ociera się o ambitniejsze rejony popowej stylistyki gubiąc gdzieś po drodze chwytliwość melodii (wyjątkiem jest zapadający w pamięć "Life"). Jaki tego skutek? Wychodzi płyta nastawiona na przekaz na żywo, do ledwo kilku przesłuchań indywidualnych. Dłuższe, samotne wgłębianie się w ten krążek grozi monotonią.


Autor: BH                                                                              7 maja 2012

Powiązane recenzje:
Electric Princess

Alfabetyczny spis wszystkich recenzji

0 comments

Proszę wprowadzić wynik operacji matematycznej z tego obrazka:

Proszę wprowadzić wynik operacji matematycznej z tego obrazka. =