Wieża Ciśnień II

Dźwiękowa restytucja

Fuse / Holter

Split Echoes of Yul i Nowa Ziemia

Conspicuous Unobstructed Path

Macabre folk 23 Threads

Dionysus

Dytyramb Dead Can Dance

Light Of The Dreams

Sny Maćka Szymczuka

Eternal Darkness

Muzyczne debiuty bywają ciężkie. Nie dlatego, że siła przebicia młodego zespołu jest niewielka, a droga do wydania upragnionej płyty bywa długa i usłana cierniami. Często problem tkwi w samym zespole. Mamy wtedy najczęściej do czynienia z przerostem wizji nad umiejętnościami i dostępnymi środkami. Debiutanci nagrywający album własnym sumptem, starają się zmieścić w nim absurdalną liczbę pomysłów. Wszystko po to by nie zawężać grona potencjalnych wydawców. Niestety, takie działania zaliczane do kanonu grzechów głównych debiutanta, odciskają na muzyce niezatarte piętno. Czy i tak było w przypadku pierwszego longplay'a rosyjskiej formacji Kabalah?


1. Eternal Darkness
2. Black Metal
3. Remember The Roots
4. Kabalah
5. Prologue I
6. Great Tribe
7. Bale
8. Viva Victory!
9. Revenge
10. Prologue II
11. Sturm-Group "Lucifer"
12. Return To The Eve (cover Celtic Frost)
13. The One Holy Dead (cover Old Wainds)

     Black Death Production, A.D.2011



Muzykom Kabalah nie brak umiejętności technicznych (podoba mi się zwłaszcza praca perkusisty), a w prezentowanym materiale wyraźnie rysuje się potencjał (zwraca uwagę choćby linia basu w pierwszym utworze, czy perkusja w "Great Tribe").  Mam jednak wrażenie, że na "Eternal Darkness" brakło selekcji pomysłów. Potrzeba krytycznej analizy skomponowanego materiału przed jego rejestracją uwidacznia się na każdym kroku (np. znacząco odbiegające stylistyką od reszty obie odsłony "Prologue"), a w kilku przypadkach jest źródłem poważnej irytacji ("Eternal Darkness" i "Black Metal" przypominają raczej wersje demo).

Nie ma nic złego w mnogości zastosowanych pomysłów i urozmaicaniu aranżacji. Wskazana jest umiarkowana liczba zastosowanych środków. Jednak efekt końcowy nie może przypominać kramu z różnościami. Muzyka nabiera wtedy znamion sztuczności, ucieka gdzieś klimat i dusza. To główne zarzuty jakie wysuwam w stronę Kabalah. Zespół musi mieć jasną wizję, nie tylko każdego utworu ale i całości. Tu zabrakło komunikacji, może dialogu?

Wypada mi ponarzekać trochę na wokale. Nie do zaakceptowania są dla mnie, te wszystkie natchnione blackowe recytacje (np. w "Kabalah", końcówka "Revenge"). Sposób prowadzenia wokalu w tych fragmentach ma więcej z komizmu niż z patosu. W pozostałych przypadkach może szału nie ma - wokaliście zdarzają się wycieczki na rytmiczne manowce, ale radzi sobie przyzwoicie. Warto zwrócić uwagę choćby na zmiany wokalu w "Revenge".

Warto podkreślić, że zespół zdecydowanie lepiej czuje się w krótkich, szybszych kawałkach. W tych wolnych wychodzi kompozytorska sztampowość i wieje nudą. Szybsze, agresywniejsze kompozycje (np. "Kabalah") mają zdecydowanie lepszą słuchalność.

Osobny akapit muszę poświęcić coverom. Zespół zamieścił autorskie wersje: "Return To The Eve" (Celtic Frost) oraz "The One Holy Dead" (Old Wainds). Niestety, nie mogę pochwalić tego kroku. Abstrahując od braku spójności z resztą materiału, rzuca się w oczy różnica w kompozytorskim warsztacie (zwłaszcza przy okazji interpretacji kawałka Celtic Frost). 

To nie jest zła płyta. "Eternal Darkness" zgubiło pewne niezdecydowanie muzyków i nadmierna ilość pomysłów. Być może dobry producent poskładałby tę układankę w słuchalną całość. Wypada żałować, że w zaprezentowanej formie debiut Kabalah możemy zaliczyć jedynie do przeciętnych.


Autor: BH                                                                   30 listopada 2011

Alfabetyczny spis wszystkich recenzji

0 comments

Proszę wprowadzić wynik operacji matematycznej z tego obrazka:

Proszę wprowadzić wynik operacji matematycznej z tego obrazka. =