Genetic Transmission

W poszukiwaniu realności dźwięków

Expo 70

Muzyka, która odgradza od zreczywistości

The Ritual Should Be Kept Alive

Magia Hybryds

Once

Naturalizm i zmysłowość muzyki Egora Grushina

Assemblage

Muzyczny asamblaż Machinefabriek

Four Seasons of Frost/ Into the Well of Wyrd

Pochodząca z USA grupa Midwynter porusza się w klimacie pogańskiego folkloru, głównie nordyckich legend. Swoje opowieści snuje na kanwie zróżnicowanego black metalu. Wydany w tym roku "Four Seasons of Frost/ Into the Well of Wyrd" to kompilacja dwóch dotychczasowych wydawnictw formacji.

 
 1. Four Season of Frost          
 2. Battleborne          
 3. Dying Before the Elders          
 4. Homage   
    
 5. Into the Well of Wyrd          
 6. Heathen Counquest on Christian Soil          
 7. Funeral Dirge for the Chosen Fallen 

    Black Death Productions/ Heerwegen Tod, A.D. 2011

 


Na początku trochę się wzbraniałem przed szufladkowaniem tego wydawnictwa. To nie do końca black metal. Mamy tu raczej do czynienia z jego natchnioną formą, która dodatkowo jak za dawnych, dobrych lat poprzeplatana jest elementami folkowymi i ambientowymi. Efekt jest taki, że muzyka prócz agresji ma w sobie "chore" piękno. Midwynter postawił na różnorodność. Prócz ekspresyjnych fragmentów możemy usłyszeć nastrojowe momenty budowane przez delikatne orkiestracje i ambientowe pasaże w tle.  Elementy klawiszowe najczęściej harmonizują z głównym wątkiem kompozycji. Za sprawą wspomnianych dodatków ta muzyka niekiedy traci na swojej brutalności, jednak zyskuje coś równie ważnego dla tej estetyki - klimat. Bo czymże byłoby takie granie bez nastrojowej zadumy i zmian tempa? Monotonnym i jednostajnym ekstremalnym aktem, który ginąłby w powietrzu niczym pojedynczy krzyk.

Wszystkie urozmaicające tę muzykę elementy zaczynamy wyłapywać z czasem. Być może to kwestia produkcji, która jak na moje ucho zbyt wygładza brzmienie. Zmusza nas w ten sposób do intensywniejszego wsłuchiwania się zwłaszcza w tło kompozycji. To wrażenie z czasem ustępuje i możemy w pełni cieszyć się wszystkimi wyłapanymi niuansami. To uporządkowana muzyka. Za sprawą zestawienia chronologicznych wydawnictw uwidacznia się aranżacyjny postęp. Muzycy Midwynter nie są może wirtuozami swoich instrumentów, jednak słychać, że pracują nad sobą, a ich rozwój objawia się czymś więcej niż długością kompozycji.

Moją uwagę zwróciły stosunkowo melodyjne riffy. Na szczęście nie jest to owa współczesna melodyjność rodem z metalcorowej konwencji, która niczym wirus infekuje metalowe granie. Każdy utwór jest pełen niezliczonych i co ważne niewymuszonych zmian tempa i rytmu. Nie przekonała mnie do siebie jedynie perkusja, jednak jej brzmienie nie przeszkadza w odbiorze muzyki.

Niestety Midwynter nie ustrzegł się "klasycznych" błędów. W najdłuższych kompozycjach obrana wstępnie koncepcja blaknie, a czasem ginie. Wszelkiej maści ozdobniki, które wyłapałem z tła mogą przyprawić o ból zębów. Dźwięki otoczenia zbyt wyraźnie zdradzają swoje sztuczne pochodzenie.

Niszczycielskie piękno tego wydawnictwa przyszło mi odkrywać powoli. Nie jest to wina hermetycznego gustu czy mojej muzycznej ignorancji. To przez charakter tej produkcji - to co najlepsze w tej muzyce bywa ukryte głęboko. Spójrzmy choćby na pierwszy w kolejności "Four Seasons of Frost". Jakże mylący może być  gitarowy wstęp pełen rzewnej i nostalgicznej nuty. Z kolei w "Battleborne" mamy do czynienia z zadziorną gitarą, która wtapia się w atmosferyczne klawisze. Zwróćcie uwagę na świetne akustyczne przełamanie w "Dying Before the Elders". Jest melodyjnie i przestrzennie. Epicka atmosferę dodatkowo potęgują chóralne śpiewy. Robi wrażenie instrumentalny "Homage". Ten utwór brzmi dostojnie i bardzo patetycznie.

Od "Into the Well of Wyrd" poznajemy dojrzalsze oblicze zespołu. Cały czas słychać, że mamy do czynienia z tym samym zespołem. Jednak muzyka jest bardziej poukładana i krystalizuje się coś, co od biedy można już nazwać stylem zespołu. Ważną rolę odgrywają tu subtelności. Przede wszystkim zwolnienia i akustyczne fragmenty oraz dość umiejętne żonglowanie wokalem, Utwór ma podniosłą i pełną patosu atmosferę przy jednoczesnej lekkości, a nawet skoczności. Nic nie jest grane na siłę. W "Heathen Counquest on Christian Soil" z pewnością spodoba się praca gitar. Zespół udowadnia, że czarną sztukę nie musi charakteryzować plumkanie trzeszczącej gitary. Może nie ma tu wielkiego rozmachu i wirtuozerskich popisów, ale partie gitar brzmią solidnie. Są agresywne i brzmią klarownie. "Funeral Dirge for the Chosen Fallen" od początku do końca zaskakuje. Najpierw łagodna i harmonijna melodia na wstępie, która ma w sobie coś ponurego i nostalgicznego. Dalej warto zawiesić ucho na znakomitym zwolnieniu, gdzie w tle delikatnej gitary usłyszymy chóralne śpiewy. Kolejny smaczek to ambientowy pasaż z dźwiękami burzy.

"Four Seasons of Frost/ Into the Well of Wyrd" to łącznie ponad 74 minuty muzyki. Może nie odkrywczej, może nieco wtórnej, ale solidnej. Co ważne, nie jest to bezmyślne powielanie ogranych w koło schematów. Zespół dodaje coś od siebie, choć jak dla mnie wciąż zbyt mało.

Autor: BH                                                                    11 Października 2011

Alfabetyczny spis wszystkich recenzji

0 comments

Proszę wprowadzić wynik operacji matematycznej z tego obrazka:

Proszę wprowadzić wynik operacji matematycznej z tego obrazka. =