Wieża Ciśnień II

Dźwiękowa restytucja

Fuse / Holter

Split Echoes of Yul i Nowa Ziemia

Conspicuous Unobstructed Path

Macabre folk 23 Threads

Dionysus

Dytyramb Dead Can Dance

Light Of The Dreams

Sny Maćka Szymczuka

Mini album "676"

Już przy okazji recenzji mini albumu "Head Sacrifice" nawiązania do azteckiej kultury postrzegałem jako atut grupy Soundfear. Zespół na dobre postanowił uczynić tematykę lubującej się w krwawych rytuałach cywilizacji wartością dodaną swojej muzyki. Jak wyszło tym razem?

1. Reconciliation of Shamans
2. The Endless Water
3. Voodoom

   A.D. 2012

  Darmowe pobranie



W dzisiejszych czasach młody zespół musi mieć na siebie pomysł. Samo solidne granie nie zawsze wystarcza, by wybić się spośród rzeszy formacji. Soundfear wzorem kilku grup postawił na podporządkowanie swojej twórczości określonemu kierunkowi tematycznemu. Nile eksploruje rewiry egipskiej, oni wskoczyli w nurt mitologii Mexików. Moi Drodzy, nie jest to luźne nawiązanie w tytule utworu, czy użycie pojedynczego sampla. To działanie kompleksowe: począwszy od tytułu albumu (i utworów), po liryki i skończywszy na muzycznych nawiązaniach.

Początek "Reconciliation of Shamans" spełnia podobną rolę co intro na poprzedniej ep-ce. Tajemnicze szepty (może w języku nahuatl?) do tego ekspresja prekolumbijkisch fletów i piszczałek oraz ostre wejście godne starej Sepultury ("Roots Bloody Roots"?). Dalej jest to do czego Soundfear zdążył mnie już przyzwyczaić: żywiołowa, dudniąca i pełna agresji muzyka.

Dźwięki na "676" nie są jednolite. Zespół potrafi uderzyć prawdziwą death metalową salwą z solidną ścianą gitar. Z drugiej strony stara się rozstrzelać słuchacza szybkostrzelnymi riffami z deadcorowymi naleciałościami.  Wszystkiemu towarzyszy naprawdę solidna perkusja. Dobrze sprawują się również wspominane już samplowe wstawki: budują klimat i są formą urozmaicenia. Zwróćcie uwagę na grzechotki (ayakaxtle?) w końcówce "Voodoom".

Dwa wokale skutecznie uzupełniają się. Ich ścieżki wiją się i zapętlają. Wyszła taka mieszanka współczesnego death metalu ze szczątkowymi elementami black'u z corową otoczką. Mam jednak wrażenie, że zarówno przez moc jak i liczbę nadto dominują w nagraniach. Odbywa się to oczywiście kosztem reszty instrumentarium.

Z całą pewnością zespół pracuje nad swoimi umiejętnościami, przekłada się to na strukturę utworów do której wkrada się element złożoności. Skłądając wspomnane wyżej elementy oraz charakterystyczne zwolnienia, bujające momenty i stonowaną melodyjność otrzymujemy pełny obraz muzyki Soundfear.

Według Azteków muzyka, ciemność i cisza były to odpowiednimi środkami do badania głębi duszy. Myślę, że muzyka Soundfear nieco odbiega od ich wizji poznawania siebie.  Choć przez swoją brutalność pasuje do tej krwawej cywilizacji. Tylko czy Macuilxochitl byłby zadowolony?


24 maja 2012

Inne recenzje: Head Sacrifice EP

Alfabetyczny spis wszystkich recenzji

0 comments

Proszę wprowadzić wynik operacji matematycznej z tego obrazka:

Proszę wprowadzić wynik operacji matematycznej z tego obrazka. =