Nightclubbing / Die Wölfe kommen züruck

Duch krautrocka

07|100|15

Dźwiękowa wizytówka Zoharum Records

Random Soundtrack

Synteza rzeczywistości Mirta

Wieża Ciśnień II

Dźwiękowa restytucja

Fuse / Holter

Split Echoes of Yul i Nowa Ziemia

Vanguard

W sferze muzyki wyłącznie rozumem, bądź samym sercem kierować się nie da. Czuć muzykę, ale jej nie rozumieć? Znać podstawy teoretyczne, aspekty techniczne, ale nie czuć ducha dźwięków? W tworzeniu muzyki jak i jej konsumowaniu trzeba odnaleźć złoty środek. Jak to wygląda w praktyce? Dziś sprawdzimy muzyczny "pack" hiszpańskiej Suveräny. Za podstawę posłuży nam debiut zatytułowany "Vanguard". Czy będzie to "fun z wisienką"?

1. Göttliche Verehrun
2. Helligkeit
3. Regn Slut
4. Lineague
5. The Borderline
6. Tenebrae
7. Terrore Urbi
8. Tagen
9. Vanguard
10. XII Viacrucis
11. Kutt
12. Exilio
13. Cyanide Skies
14. Sed Oblitus
15. 1936

Rage In Eden, A.D. 2012



Nawiązania do znanej reklamy nie są takie bezpodstawne, jeśli weźmiemy pod uwagę różnorodność składników, które budują ten album. Niby całość utrzymana jest w klimacie martial, ale spotkamy nawiązania do neoklasyki, industrialu, dark ambientu, a nawet neofolku.

I tu jest pewien kłopot: ta różnorodność nieco przytłacza i daje wrażenie niedopracowania. To częsta bolączka debiutów: jest masa pomysłów, sporo chęci pociągnięcia każdego wątku. W konsekwencji wychodzą mniej lub bardziej wyraziście dopracowane patenty. Mikstura autorstwa Suveräny, staje się strawny dopiero po kilku przesłuchaniach, gdy zaczniemy analizować treść, kontekst i wyłapywać niuanse.

Zacznijmy od kontekstu. Suveräna pragnie nawiązywać w swojej twórczości do hiszpańskiej tragedii i melancholii. Stąd też nie może dziwić fakt, że "Vanguard" kipi od silnych emocji, patriotycznego patosu i epickiej atmosfery (zwróćcie uwagę np. na utwory "Tenebrae" i "Kutt").

Niebagatelny wpływ na ostateczny kształt tego albumu miał skład projektu. Jedynym znanym z imienia muzykiem jest Mario Durantez, który zapewnia że debiut wyszedł spod rąk "aktywnych członków sceny industrialno - neoklasycznej" działającej w Hiszpanii. Czyżby ścierały się tu silne osobowości, bez nadrzędnego przewodnictwa i katalizatora?

Co do samej muzyki: różnorodność. W bliskim sąsiedztwie spotkamy marszowe rytmy i industrialny brud (groźny "Terror Urbi"). Są niewinne melodie (epicki "Viacrucis XII"), dzikie fortepianowe wstawki ("Cyanide Skies" i "1936") i zwiewne, pełne smutku wokalizy ("Tenebrae"), Wrażenie robią również groźne smyczki ("Tagen", "Vanguard", "Kutt"). Korespondować se sobą potrafi wirtuozerski koncert organowy ("Lineague") i delikatne ambientowe środowisko. Wreszcie w nierozerwalny splot łączą się kanonady sekcji dętych, połamanych rytmów, chórów i sampli (np. "Regn Slut" oraz utwór tytułowy).

Jest jeszcze dość unikalna, awangardowa (nomen omen) atmosfera (choćby uchwycona w "Helligkeit", w "Exilio" i "The Borderline") i mnóstwo dodatków do indywidualnego wyłapania. Muszę pochwalić samą formę. Utwory są stosunkowo krótkie i zwięzłe. Nadaje to muzyce mocy i trochę porządkuje wypominaną wcześniej różnorodność.

Dla wielu formacji jest prosta recepta na debiut. Dodajemy różne składniki, "mieszamy, misiamy, misiamy, mysiamy" i voilà album gotowy. W przypadku Suveräny takie podsumowanie byłoby krzywdzące. To prawda, przesadzili z różnorodnością, ale dzięki świadomości muzycznej (zapewne doświadczeniu z innych projektów) i obranej formie udało się im spiąć całość w spójne, słuchalne ramy. 


28 maja 2012

Alfabetyczny spis wszystkich recenzji

0 comments

Proszę wprowadzić wynik operacji matematycznej z tego obrazka:

Proszę wprowadzić wynik operacji matematycznej z tego obrazka. =