Wieża Ciśnień II

Dźwiękowa restytucja

Fuse / Holter

Split Echoes of Yul i Nowa Ziemia

Conspicuous Unobstructed Path

Macabre folk 23 Threads

Dionysus

Dytyramb Dead Can Dance

Light Of The Dreams

Sny Maćka Szymczuka

Lucid Moments

Nie będę ukrywał - lubię takie płyty. "Lucid Moments" jest niesamowicie klimatycznym i nacechowanym emocjami albumem. Poruszyła mnie wielka doza subtelności w tym krążku. Proszę nie mylić z delikatnością, gdyż muzycy Tune potrafią pokazać ostry rockowy pazur.

1. Dependent
2. Repose
3. Confused
4. Lucid Moments
5. Mip
6. Dimensions
7. Cabin Fever
8. Masquerade
9. Dr. Freeman

  A.D. 2011





To mroczny album, jednak ta mroczność nie przytłacza. "Lucid Moments" porusza tematykę snu, a dokładnie opisuje moment przebudzenia. Michael, wyrwany z bezpiecznego snu staje w oko w oko z rzeczywistością. Nasz bohater nie może odnaleźć się w realnym świecie dlatego szuka ucieczki w snach. Potrzebuje przewodnika, który pomoże mu pokonać przeciwności. Jak potoczą się jego losy? Pełno tu pięknych melodii i senno - marzycielskiego klimatu. Są też dźwięki pełne niepokoju, a nawet grozy.  Zespół porusza się w kręgach wzbogaconego art rocka. Mimo, że jest to debiutancki album, grupa wypracowała już charakterystyczny styl. Składową wyjątkowego brzmienia zespołu jest przede wszystkim umiejętnie wykorzystany akordeon, a także elementy klawiszowe oraz narracyjno-wokalne, które ubogacają tło kompozycji. Akordeon nie jest tu ciekawostką czy dodatkiem. Mimo, że niewielu osobom kojarzy się z rockową estetyką w wielu kompozycjach stanowi ich rdzeń. Duża zasługa w tym Janusza Kowalskiego, który potrafi wykrzesać z tego instrumentu coś na kształt gitarowych riffów. Niewątpliwą zaletą tego albumu są przemyślane i rozległe zaaranżowane kompozycje. Robią wrażenie instrumentalne, czy akustyczne fragmenty oraz solówki.  Jak przystało na album koncepcyjny całość jest bardzo spójna nie tylko pod względem tekstowym, ale przede wszystkim muzycznie. Poszczególne utwory stanowią wciągającą całość i właśnie jako całość ten album jest najlepszy w odbiorze.

Ważnym elementem przekazu Tune jest wokal. Przyznam się szczerze, że długo wsłuchiwałem się w głosy na "Lucid Moments". Począwszy od wokalu głównego, który zachwyca swą zmiennością: uspokaja umiejętnym dopasowaniem do subtelnych melodii, by za moment zmrozić lękliwym szeptem, czy szalonym krzykiem. Wokal jest odpowiednio wyeksponowany, zmiksowany głośno i na pierwszym miejscu. Są fragmenty w których przestaje dominować i jest bardziej z tyłu, tak by stanowić jedynie tło dla instrumentów. Istotne dla klimatu płyty są również monologi, czy niemal filmowe dialogi.

Wciągnęła mnie historia opowiedziana na "Lucid Moments". Od pierwszych dźwięków "Dependent", w którym zachwyciła mnie solówka zostajemy wprowadzeni w niezwykły świat. W tej kompozycji znakomicie uchwycony jest moment przebudzenia, gdy z sennego rozmarzenia przechodzimy do szarej rzeczywistości. Znalazłem tu obawę, która towarzyszy wielu z nas, pytanie o to co przyniesie kolejny dzień. W "Repose" dźwięk akordeonu znakomicie wypełnia strukturę tej kompozycji, tworząc unikatowy klimat melancholii. Pomruki gitary basowej dodatkowo podkreślają refleksyjną atmosferę. Przejmujący refren "Confused" nuciłem już po pierwszym przesłuchaniu. Tak wiele magii w tym utworzy, tak wiele smutnej prawdy o ludzkim życiu. W warstwie muzycznej obok delikatnych i nostalgicznych dźwięków, napotykamy pełne niepokoju fragmenty, podkreślone ekspresyjnym wokalem. Tytułowy "Lucid Moment" otwiera przywodzący na myśl Anatheme monolog. Trzonem tego utworu jest swoista konfrontacja  (to słowo nie do końca przygotowuje słuchacza na to co go czeka) unikatowego brzmienia akordeonu z cięższymi gitarowymi riffami. Oba instrumenty prowadzą swoisty dialog, wzajemnie się przenikają i uzupełniają. Znajdziemy tu zachwycające improwizacje, które wpasowują się w zwolnienia i wyciszenia oraz piękne solo na akordeonie. Początkowo delikatny "Mip" przynosi ukojenie. Jednak za sprawą dramatycznego tekstu skłania do refleksji. Każda wyśpiewana fraza mieści w sobie potężną emocji, które bardzo się udzielają. Instrumentalny, po części akustyczny "Dimensions" pokazuje nam kompozytorski kunszt zespołu i spore umiejętności techniczne. To nie jest tzw. przerywnik. Ten utwór ma w sobie spore wartości ilustracyjne. Genialny "Cabin Fever" przytłacza wręcz klaustrofobicznym klimatem, który buduje umiejętne stopniowanie natężenie brzmienia poszczególnych instrumentów i zmiany tempa. Pojawiają się tu echa psychodelicznego rocka - przesterowane gitary i natchnione duchem wokalisty The Doors wokale. Duszna atmosfera "Masquerade" potrafi porwać dźwiękami pianina i nietuzinkowym gitarowym solo. Swoje trzy grosze ponownie wtrąca tu wokalista, który kolejny raz zaskoczył mnie swoimi partiami. Album kończy mocny akcent w postaci utworu "Dr. Freeman", w którym pojawia się rozmowa sporo wnosząca do opowiedzianej historii. Muzyka w tej kompozycji jest tylko tłem do wspomnianej rozmowy. Ale jakim! Muzycy Tune zostawili znakomity kąsek na koniec. Dialog przeplata najmocniejszy i najszybszy fragment tego krążka.

Zapewne pojawią się marudne głosy mówiące, że ucho przykuwają wyłącznie te kompozycje w których słyszymy akordeon. Inni wykrzyczą, że obecność tego instrumentu w muzyce rockowej to nic nowego (pojawią się odwołania  choćby do Something Like Elvis). Nie przyłączę się do tych (zapewne nielicznych) opinii Muzycy formacji Tune stworzyli wyraziste i unikalne dzieło. Nie postawili na komercyjną prostotę piosenek o miłości. Zaproponowali niełatwy w odbiorze materiał, który skłania do refleksji. Począwszy od zagmatwanego konceptu, a skończywszy na wielostrukturowych i rozbudowanych kompozycjach. Robiąc to, z jawną premedytacją ograniczyli grono potencjalnych odbiorców. I chwała IM za to! Dlaczego? Obserwując dzisiejszych konsumentów muzyki mam wrażenie, że wielu słuchaczy zwyczajnie nie zasługuje na to, by obcować z tak piękną muzyką.

Autor: BH                                                                       15 sierpnia 2011

Powiązane recenzje: Identity


Alfabetyczny spis wszystkich recenzji

1 comment

  1. Co to jest? Miał być download płyty finalisty must be the music a jest jakas pisanina. Nikt dziś nie czyta recenzji, liczy się bitrate, najlepiej 320 kbps!!

    — filthy Mon, 5 Nov 2012

Proszę wprowadzić wynik operacji matematycznej z tego obrazka:

Proszę wprowadzić wynik operacji matematycznej z tego obrazka. =