Wieża Ciśnień II

Dźwiękowa restytucja

Fuse / Holter

Split Echoes of Yul i Nowa Ziemia

Conspicuous Unobstructed Path

Macabre folk 23 Threads

Dionysus

Dytyramb Dead Can Dance

Light Of The Dreams

Sny Maćka Szymczuka

Life Is Killing Me

Dziennikarz muzyczny to już raczej ze mnie nie będzie, ale sama się sobie dziwię. A raczej temu, czego ostatnio słucham - i pominę już tutaj nałogowe koncerty Metalliki (szczególnie ten z Nimes we Francji i genialne wykonanie wraz z publicznością - by nie powiedzieć, że samej publiczności Sad but True, które stało się moją mantrą i słyszę je za każdym razem, gdy ktoś do mnie dzwoni... A to za sprawą czarów mojego Małżonka ;))

I nie mówię też o boskiej Anathemie, która powróciła po niekończących się latach oczekiwania na ten wielki come back rewelacyjnym albumem We're Here Because We're Here. Wbrew opiniom wielu nawiedzonych recenzentów, uważam że jest to album na miarę naszych czasów, na miarę Anathemy, której nie można przeszeregować do półeczki z napisem "tego nie da się słuchać, za ciężkie". A guzik! We're Here Because We're Here, jest piękne, nostalgiczne, niezwykle delikatne, ale niepozbawione pazura- co to to nie!

Nie, dzisiaj będzie o (o bogowie!) Type 0 Negative. Sama nie wiem, dlaczego tak bałam się tego zespołu (pamiętam jak Małżonek przeżywał śmierć wokalisty Petera Steele'a i próbował mnie zarazić fascynacją nimi, a ja po jednej piosence stwierdziłam, że to nie dla mnie). A dzisiaj, cóż, Life Is Killing Me zachwyciło mnie zupełnie swoim mocnym brzmieniem pomimo faktu, że nie jest to najcięższa płyta w dyskografii zespołu. Gothic metal okraszony wokalem Steele'a (jest NIESAMOWITY!), i to co lubię najbardziej - nikt tam nie ukrywa, że potrafi grać na gitarze. Najbardziej urzekła mnie prawdziwość słów śpiewanych przez Steele,a - słowa okraszone niefałszywymi emocjami, słowa, z których wydobywa praktycznie wszystko.

Todds Ship Gods ("How many times must I say I'm not sorry...")

Jaka jest płyta? Smutna. Depresyjna ze słowami, z których bije gorycz i rozczarowanie. Trochę rozważań na temat śmierci, ale też i samego życia. Nie zawsze wesołego, nie zawsze idealnego, Mimo wszystko, całość jest niezwykle melodyjna i chociaż słucham kolejny raz, to nie mam jej dość. I to jest jej fenomen- z każdym przesłuchaniem odkrywam w niej coś nowego, coś co mnie zachwyca i wciąż zachęca do dalszych poszukiwań. A to dopiero pierwsza z wielu płyt! I wcale nie trzeba mieć pogrzebowego nastroju, dwóch butelek wina i dobrego cygara... Chociaż ja wiem... to dodaje tylko dekadencji ;)

Angry Itch

Czy polecam? Tym, którzy nie znają z całą pewnością, tym którzy znają polecać nie muszę :) No, a teraz w związku z tym, że pisząc o muzyce czuję się zupełnie nieprofesjonalnie, to czekam na rózgi od Małżonka za potraktowanie tematu po macoszemu i fuszerkę, o!

Autor: Gabriela Krochmal                                           20 Lipca 2010

Alfabetyczny spis wszystkich recenzji

0 comments

Proszę wprowadzić wynik operacji matematycznej z tego obrazka:

Proszę wprowadzić wynik operacji matematycznej z tego obrazka. =