Genetic Transmission

W poszukiwaniu realności dźwięków

Expo 70

Muzyka, która odgradza od zreczywistości

The Ritual Should Be Kept Alive

Magia Hybryds

Once

Naturalizm i zmysłowość muzyki Egora Grushina

Assemblage

Muzyczny asamblaż Machinefabriek

Debiut Venflon

Pochodząca z Warszawy grupa Venflon doczekała się pełnowymiarowego debiutu. "Venflon" to 10 dynamicznych kompozycji przywołujących na myśl klimat ciężkiego rocka z lat 90-tych, wzbogacony o własne muzyczne patenty, które bronią zespół przed etykietką "odtwórcy" i stawiają w gronie formacji mających własną tożsamość.

 1. Zanim spłonę
 2. Znów będę bał się wstać
 3. Kamienie
 4. Zbawiłem się sam
 5. Twarz
 6. Koniec
 7. Mój głos
 8. Ukrywam się
 9. Nikt
10. Zmierzch

  A.D. 2010




Za jedną z charakterystycznych cech muzyki prezentowanej przez Venflon należy uznać gardłowy wokal. Jest tu miejsce na ekspresję, krzyk czy zaakcentowania. Wokalista swobodnie operuje swoim głosem i co bardzo mi się podoba - nie sili się na wystudiowaną emocjonalną manierę, którą słychać u wielu wokalistów. Śpiewa ostro, charyzmatycznie i to wystarcza by słuchacz w pełni odczuwał emocje. Warto podkreślić, że wszystkie utwory wykonane są po polsku,  zaś same teksty  traktujące "o tej ciemniejszej stronie życia" skłaniają do refleksji.

Instrumentaliści grupy Venflon nie próżnują. Utwory są bardzo dynamiczne i okraszone mocnymi riffami. Jest ciężko i surowo, gitary brzmią ostro i bardzo przejrzyście. Bas buduje klimat w wolniejszych fragmentach, zaś perkusja potęguje moc utworów. Kompozycje mają urozmaiconą strukturę, prócz bardzo szybkich fragmentów spotkamy budujące klimat zwolnienia, a także nieliczne solówki.

"Zanim spłonę" idealnie wprowadza słuchacza w cały album. To energia w czystej postaci: od ostrych jak brzytwa gitar, idealnie zgranej perkusji, po żywiołowy i bardzo urozmaicony wokal. Kompozycja mimo swojej zadziorności cechuje się dużą melodyjnością i łatwo wpada w ucho.

"Znów będę bał się wstać" zaczynają mocne perkusyjne uderzenia, którym towarzyszą ostre gitary. Słychać bardziej "czysty" i chwilami stanowczy śpiew przeplatany ekspresyjnie wykrzyczanymi partiami. Bardzo podoba mi okraszone basem zwolnienie, po którym zespół raczy nas prawdziwą ścianą gitar i potężnym perkusyjnym łomotem. Całość spina zgrabna solówka.

Kolejny utwór "Kamienie" to gorzka refleksja nad życiem współczesnego człowieka. Bezsprzecznie pierwszoplanową rolę pełni tu tekst, zaś sama muzyka dobitnie go ilustruje.

"Zbawiłem się sam" zaczyna się niepokojąco. Z czasem okazuje się, że ów niepokój był uzasadniony. Ta kompozycja ma w sobie coś nieokreślonego i doniosłego. Nie jestem w stanie określić co powoduje takie wrażenie, czy tool'owski wokal czy wykrzyczane słowa "jestem śmiercią, co stała się życiem".

"Twarz" rozpoczyna połamany riff, który w formie rozbudowanej towarzyszy nam przez cały utwór. Mam wrażenie, że wokal chwilami ginie. Tak jakby wokalista nagle stracił pewność siebie, zagubił część charyzmy. Jego głos staje się przez to mniej klarowny. Zwracam uwagę na przyjemną dla ucha solówkę.

Utwór "Koniec" porywa swoją dynamiką i złożona strukturą. Zespół pokazuje tu mocniejsze wręcz metalowe oblicze, które nie ukrywam przypadło mi do gustu.

"Mój głos" zaskakuje swoim ocierającym się o psychodelę klimatem. Znakomity bas i pełne tajemnicy gitary oraz znana z wcześniejszych utworów moc budują solidny szkielet tego utworu.

Marszowy rytm utworu "Ukrywam się" szybko rozbudowują pełne mocy gitary. Jednak to praca perkusisty w tym utworze zasługuje na największe uznanie. Pełne siły, wręcz metalowe uderzenia sprawiają, że utwór jest brutalniejszy ale i bardziej interesujący.

Znana z rozgłośni radiowych kompozycja "Nikt" rozpoczyna się balladowym wstępem. Ta kompozycja to murowany faworyt na singiel. Łączy w sobie radiowy feeling z mocniejszym uderzeniem.

Zamykający album "Zmierzch" zaczyna się efektownie i efektownie również się kończy. Ciężki wstęp i agresywny wokal urozmaica psychodeliczna gitara. Jednak najciekawsza jest orientalna końcówka, która mimo niewątpliwego uroku nijak nie pasuje do stylistyki całej płyty.

Grupa Venflon na gra solidnego ciężkiego i chwilami surowego rocka.  Debiutancki album jest spójny i wszystkie kompozycje trzymają równy poziom. Charyzmatyczny wokal i solidna hard rockowa sekcja rytmiczna to główne atuty zespołu. Zastanawiam się jednak, czy styl preferowany przez zespół nie jest sam w sobie pułapką? Ciężkie, klasyczne granie uważane jest  przez wielu za dziedzinę wyeksploatowaną i nie mającą już nic do zaoferowania. Współczesny słuchacz stawia przed zespołami zupełnie nowe wyzwania. Wszytko już ponoć było, dlatego dziś najłatwiej o sukces hybrydom wielu gatunków. Z drugiej strony niesłabnąca popularność zespołów z lat 90-tych daje nadzieję, że ludzie znudzeni nowofalowym jazgotem sięgną po krążek nagrany jak za dobrych (dla muzyki) czasów.

Autor: BH                                                                    14 Marca 2011

Alfabetyczny spis wszystkich recenzji

0 comments

Proszę wprowadzić wynik operacji matematycznej z tego obrazka:

Proszę wprowadzić wynik operacji matematycznej z tego obrazka. =