Anima Mundi

Zmieniona muzyka Hoarfrost

Where Words Fail, Music Speaks

Kompilacja dla Ani

Austeros

Przesłanie do wysublimowanych zmysłów Inner Vision Laboratory

The Measures Taken

Człowiek vs. maszyna w muzyce Machinefabriek

Glaciology

Cztery utwory o śniegu i lodzie Strom Noir

Naturalnym zadaniem muzyki jest budowanie określonego nastroju

Długo powstawał ten wywiad - przyznam się szczerze, że w pewnym momencie straciłem nadzieję, że kiedykolwiek go przeczytacie. Ale jak zapewne większość wie - Bartosz Dziadosz, "znany w  niektórych kręgach" jako Pleq to osoba bardzo zajęta. Suma sumarum udało się. Zapraszam do lektury.

OnlyGoodMusic: Witam serdecznie. Ukazał się Twój pierwszy winyl ("Time & Language"). Jak odczucia? Czy format na którym wydawana jest Twoja muzyka  ma dla Ciebie jakieś znaczenie?

Bartosz Dziadosz: Z pewnością wyjście na nowe medium to jakiś znak, że jest rozwój. To eksperyment z formą, bardzo podobny do tego jak chociażby projektuje się książki. Oprócz treści, jej oprawa jest równie istotna. Nie oszukujmy się, że wśród koneserów muzyki jest pokaźna ilość osób, która kolekcjonuje płyty winylowe i to jest dzieło między innymi dla nich. Medium jest dla mnie równie istotne jak to, co się na nim znajduje. Współcześnie można tworzyć bardzo ciekawe projekty w formie, a ich wymowa niech będzie dla odbiorcy swoistym przedłużeniem mojego stylu i gustu – tu jako aspekt wizualny.

OGM: Czy więcej Twoich albumów trafi na czarną płytę? A może myślisz o bardziej współczesnych metodach: karta pamięci, pendrive, DVD z wizualizacjami?


Bartosz Dziadosz: Aktualnie jest tylko "Time & Language", natomiast w planach mam wydanie dwóch płyt 12-calowych i jednej siedmiocalówki. Jednakże same vinyle to tylko jeden z wielu mediów na jakich wydaję. Moje utwory były dostępne również na kasetach, CD, CD-r i minidyskach.

OGM:  Zatrzymajmy się przez chwilę przy "Time & Language". Przy realizacji tego wydawnictwa wspierali Cię Hiroki Sasajima oraz Spheruleus. Trudno było wypracować kompromis podczas prac Waszego międzynarodowego tria?


Bartosz Dziadosz: Nie, ponieważ jako inicjator tego projektu jasno przekazałem pozostałym artystom moje oczekiwania oraz zamysł całej koncepcji. W przypadku doprecyzowania szczegółów współpracy warto na początku poświęcić czas na to, by słownie to wszystko opisać. Dzięki temu łatwiej trzymać się obranej trasy, a każdy rozumie swój wkład i znaczenie w projekcie. Naturalną rzeczą jest to, że żaden artysta nie czuje się dobrze w sytuacji, kiedy jest zmuszony do ograniczenia swoich środków wyrazu, dlatego zbieżność gustów gra tu wielką rolę. Z nich często możemy wyczytać osobowość człowieka po drugiej stronie a to otwiera drogę do kompromisów, które satysfakcjonują.

OGM: Przy okazji "Time & Language" pozostawiliście słuchaczom sporą wolność interpretacyjną. Zawsze tak robisz? Czy wydawnictwo nie byłoby pełniejsze z jasno wyłożonym przekazem, np w formie albumu koncepcyjnego?


Bartosz Dziadosz: Tutaj akurat się nie zgodzę. "Time & Language" zakładał określoną koncepcję. Po pierwsze, każdy z trzech twórców pochodził z innej strony świata – Polska, Wielka Brytania i Japonia. Poszczególne utwory miały za zadanie interpretować inną porę dnia, zawierając w swoim tytule rodzime jego określenie. Co więcej, wszystkie składają się na jeden dzień – powiedzmy, że analogicznie jak w „Quattro Stagioni” u Vivaldiego. Dlatego też bardziej obstawałbym, że wolność interpretacyjną mieli bardziej twórcy niż słuchacze, ale oczywiście nie chciałbym dawać instrukcji obsługi do mojej muzyki.

Zresztą na wszystko jest swoje miejsce. Jedne albumy dają wspomnianą wolność interpretacji, inne jasno wykładają pewną historię. To wszystko kwestia tego na co się umawiamy w przypadku kolaboracji. Wynika to albo z oczekiwań co do projektu albo jest efektem takiego, a nie innego złożenia danych osobowości. Jednakże album koncepcyjny to większe wyzwanie – tu wszystko musi być zgodne stylistycznie z założeniami scenariusza jaki przyjmujemy do opisania pewnej historii.


OGM: Parafrazując słowa Ursuli K. Le Guin: wierząc, ze muzyka jest czynem kompozytor jest odpowiedzialny za to co robi jego muzyka. Czy zastanawiałeś się kiedyś nad wpływem, jaki może wywierać Twoja muzyka na odbiorcę?


Bartosz Dziadosz: Oczywiście, że tak. Najprostszym tego wyznacznikiem jest przestrzeń gatunków, w jakiej się poruszam. To jednoznaczny przekaz o konkretnym ładunku emocjonalnym. Naturalnym zadaniem muzyki jest budowanie określonego nastroju założonego przez twórcę. Jeśli jednak mamy się zastanawiać, czy poprzez wytworzenie melancholii, a wręcz smutku, który może być obecny w moich utworach, to nie czuję się odpowiedzialny za to, że ktoś może poczuć się zdołowany z powodu tego, że mnie słucha. Zresztą najczęściej jest tak, że dopasowujemy muzykę do naszego aktualnego nastroju, a jego indukowanie poprzez zasłuchiwanie się w danych gatunkach ma raczej słabszy wpływ w tę drugą stronę.

OGM: Nagrywasz dla zagranicznych labeli, masz już wypracowaną solidną markę poza naszym krajem. Wypadałoby zapytać, co z Polską? Jak przyjmowana jest muzyka Pleq'a w Polsce?


Bartosz Dziadosz: Często dzieje się tak (a zwłaszcza na początku tworzenia), że sprawdzamy oddźwięk na swoim własnym podwórku i jeśli jest on pozytywny to pozwalamy sobie wychodzić z naszymi rzeczami dalej. Jednakże nie zawsze ten mechanizm się sprawdza, bo często okazuje się, że dany projekt lepiej odbierany jest za granicą niż na rodzimym polu. W dobie totalnej wymiany informacyjnej wręcz nie ma możliwości, aby zdigitalizowana twórczość miała wymiar terytorialny. Różnice kulturowe i swoiste "obycie" z różną muzyką spowodowało, że faktycznie chyba popularniejszy jestem za oceanem niż u nas.

Nie powiem jednak, żeby marka Pleqa nie była rozpoznawalna w Polsce. Natomiast trzeba pamiętać, że to, co tworzę nie ma wymiaru klubowego, tak więc adresowane jest do innych odbiorców, bliższych sztukom performatywnym, video-artowi i klimatom ogólnie "galeryjnym".

Problem pojawia się jedynie w temacie traktowania tematów artystycznych pod względem ich finansowania. Jeśli tworzy się wydarzenie, które siłą rzeczy dedykowane jest wąskiej grupie słuchaczy to wiadomo, że dochód z niego jest też adekwatnie niższy. To przekłada się na sytuację, kiedy każdy chce "podrasować" swoje przedsięwzięcie fajnymi nazwiskami, natomiast najchętniej chciałby, żeby robiono to za symboliczną złotówkę lub za tzw. "promo”. Przyzwyczailiśmy się sądzić, że każdy artysta dokonał takiego a nie innego wyboru życiowego i że tematy materialne to dla niego sprawa drugorzędna. Tak po prostu nie jest. Siedzenie po nocach przy laptopie i ze słuchawkami na uszach to właśnie moja praca. Budowanie nowej świadomości statusu artysty w Polsce idzie z mozołem, wymaga też jednoznacznego opowiadania się całego środowiska. Dlatego też zdarza się, że odmawiam współpracy, a niestety dzieje się głównie wobec działań rodzimych.


OGM: Dziękuję za odpowiedzi.


Bartosz Dziadosz: Anytime :]

0 comments

Proszę wprowadzić wynik operacji matematycznej z tego obrazka:

Proszę wprowadzić wynik operacji matematycznej z tego obrazka. =