Anima Mundi

Zmieniona muzyka Hoarfrost

Where Words Fail, Music Speaks

Kompilacja dla Ani

Austeros

Przesłanie do wysublimowanych zmysłów Inner Vision Laboratory

The Measures Taken

Człowiek vs. maszyna w muzyce Machinefabriek

Glaciology

Cztery utwory o śniegu i lodzie Strom Noir

Obserwacje świata, ludzkich zachowań, lęków i celów życiowych

Muzyka grupy Tune oczarowała wielu słuchaczy, a ich album "Lucid Moments" uznawany jest za jeden z najlepszych debiutów tego roku. O zespole i nowej płycie rozmawialiśmy ze współzałożycielem zespołu Leszkiem Swobodą.

OnlyGoodMusic: Nawiązując do tematyki Waszej płyty: lubisz spać?  Czy sen może być skuteczną ucieczką od codziennych problemów?

Leszek Swoboda: Może. To bezpieczny azyl do którego się chowasz gdy nie ma już sił. Tam odpoczywasz przed kolejnym starciem z codziennością. Dlatego jak każdy, uwielbiam spać.

OGM: Przyznam się szczerze, że Wasz debiutancki album gości w moim odtwarzaczu dobre kilka tygodni. Jaka jest recepta na udany debiut?

LS: Wydaję mi się, że nie ma jedynej słusznej recepty. To wypadkowa uzdolnień muzycznych wszystkich członków zespołu, lat osłuchania się z muzyką wielu gatunków, wielu wyrzeczeń i ciężkiej pracy. Nie chcieliśmy iść na łatwiznę. Nie chcieliśmy nagrać albumu niedopracowanego, a później sami siebie usprawiedliwiać, że to przecież debiut więc tak to bywa. Wydaję mi się, że jako muzycy, każdy z nas jest już mniej więcej ukształtowany, wiemy czego chcemy, dlatego nagranie płyty po łebkach nie wchodziło w grę. Utwory na tej płycie powstawały stopniowo. Często odkładaliśmy je na jakiś czas, aby później spojrzeć na nie na świeżo, z dystansu. Ewoluowały aż do formy zapisanej na płycie.  

OGM: "Lucid Moments" wyprodukowaliście i wydaliście własnym sumptem. Dlaczego? Nie uwierzę, że żadna wytwórnia nie była zainteresowana tym materiałem.

LS: Wytwórnie płytowe, przynajmniej te z którymi prowadziliśmy rozmowy, nie zapewniały nam żadnej promocji. Oferowały jedynie otworzenie kanałów dystrybucyjnych. Innymi słowy, płyta zupełnie nieznanego zespołu leżałaby w sklepach i nikt by jej nie kupił, bo w Polsce raczej ludzie w ciemno płyt nie kupują  gdyż są one za drogie. Przy okazji wytwórnia płytowa z całą pewnością policzyłaby sobie odpowiedni procent od debiutantów na rynku muzycznym. Dlatego pierwszy nakład płyty postanowiliśmy wydać i sprzedawać sami. Jeżeli uda nam się doprowadzić do momentu, w którym przyjdzie nam tłoczyć drugą partię płyt, wtedy na nowo przeanalizujemy sytuację.  

OGM: Czy trudno w naszym kraju wydać pierwszą płytę? Nie myśleliście by zaistnieć w programach typu X Factor czy Must Be The Music?

LS: Trudno. Szczególnie wtedy gdy jest to produkcja niezależna. Jest to przede wszystkim duże ryzyko finansowe, na które rzadko kto się decyduje. Ja często słyszałem od ludzi, że przecież mogłem kupić sobie nowy samochód i w końcu znaleźć stałą pracę. A ja osobiście nie wyobrażam siebie w pracy od 8-mej do 16-tej dlatego podjąłem to ryzyko. I dlatego żeby kiedyś nie zarzucić sobie, że nigdy nie spróbowałem. Myślę, że reszta zespołu myśli podobnie.
Jeżeli chodzi o programy typu X Factor czy Must Be The Music to sądzę, że szefowie tych programów raczej niechętnie patrzą na zespoły wykonujące w 100 procentach autorskie utwory.

OGM: "Lucid Moments" jest albumem koncepcyjnym. Co zainspirowało Was do napisania historii Michaela?

LS: Dzisiaj bardzo rzadko wydaje się albumy koncepcyjne. Jest tylko kilka zespołów które jeszcze to robią, na przykład jedna z moich wielkich inspiracji – Tool. Większość zespołów zadawala się zlepkiem piosenek o wszystkim i o niczym zarazem. Na tyle na ile możemy chcieliśmy to zmienić i przywołać ducha lat 70tych i 80tych gdy muzyka i słowa na całym albumie były spójne i wzajemnie oddziaływały.

OGM: Teksty na albumie są bardzo emocjonalne. Czy w opowiadanej historii znajdziemy jakieś wątki osobiste?

LS: Raczej osobiste obserwacje. Obserwacje świata, ludzkich zachowań, lęków i celów życiowych. Wszystkie je zebrałem i to z nich ulepiłem postać Michaela. Hmm więc w pewnym sensie tak, jest to dla mnie album dosyć osobisty.   

OGM: Intryguje mnie kompozycja "MIP". Co kryje się pod tym tytułem?

LS: To z wielką chęcią zostawilibyśmy słuchaczom do rozstrzygnięcia. (śmiech)

OGM: Nad Waszym albumem pracował Robert Hadley. Jak udało Wam się namówić do współpracy tak znakomitego specjalistę?

LS: Jest to zasługa Jarosława Szwarca, który nas z Robertem skontaktował. Wysłał do niego nasze nagrania demo, Robert je przesłuchał, spodobały mu się i postanowił rozpocząć z nami współpracę. Dla nas to wielki zaszczyt gdyż jest on zdobywcą nagrody Grammy oraz ma na swoim koncie współpracę z takimi sławami jak Pink Floyd, Diana Krall, Electric Light Orchestra czy Korn.

OGM: Przestrzenie muzyczne, po jakich się poruszacie skierowane są do wąskiego grona odbiorców. Nie marzycie o wielkim komercyjnym sukcesie?

LS: Przykład zespołu Riverside pokazuje, że nie zawsze trzeba grać cukierkowy pop aby odnieść także komercyjny sukces. Nie chodzi tu o puszczanie teledysków na vivie lecz o koncertowanie po całym świecie, granie na wielkich festiwalach, zapełnianiu sal koncertowych. Chciałbym i będę robić wszystko, aby ich sukces powtórzyć. Czy się uda – nie wiem, zobaczymy. Ale wiem jedno. Muzyka to całe moje życie i jego sens więc z całą pewnością nie odpuszczę.

OGM: Jesteście na etapie promocji "Lucid Moments". Kiedy zobaczymy Tune na żywo?

LS: Myślimy o tym by koncertować jak najwięcej. Okres wakacyjny powoli mija więc myślę, że już niedługo Tune zacznie jeździć po Polsce swoim śmiesznym żółtym Lublinem. (śmiech)

OGM: Dziękuję za rozmowę.

LS: Ja również dziękuję.

16 sierpnia 2011