Anima Mundi

Zmieniona muzyka Hoarfrost

Where Words Fail, Music Speaks

Kompilacja dla Ani

Austeros

Przesłanie do wysublimowanych zmysłów Inner Vision Laboratory

The Measures Taken

Człowiek vs. maszyna w muzyce Machinefabriek

Glaciology

Cztery utwory o śniegu i lodzie Strom Noir

Stan pośredni, czyli koniec świata będzie wesoły

Filip Szyszkowski (projekt 21 Gramms), ma dużo do powiedzenia nie tylko poprzez swoją muzykę. W naszej krótkiej rozmowie przewinęło się kilka ciekawych aspektów, od muzyki do "My little ponny”, przez transhumanizm, Justina Biebera, po koniec świata. Zapraszam do lektury.

Onlygoodmusic: Jak zaczęła się Twoja przygoda z muzyką?

Filip Szyszkowski: Miałem może 15 lat i dołączyłem do międzyzdrojskiego metalowego bandu. To dosyć dużo powiedziane, bo raczej nie przypominało to klasycznego podejścia do tworzenia muzyki. Spotykaliśmy się z kumplami i graliśmy dla samej przyjemności. Później zacząłem bawić się w sklejanie różnych metalowych kawałków w jedno (łączyłem Rammsteina z Honorem...). I tak się to rozwinęło do 21 Gramms. Wstydzę się pierwszych materiałów.


OGM: Każdy stawiał kiedyś pierwsze kroki i spojrzenie w przeszłość musi być krytyczne. Co sprawiło, że zainteresowałeś się tworzeniem muzyki?

F.S: Chęć pozostawienia czegoś po sobie, nawet jeżeli ma być to tylko kawałek plastiku z wydrukowanym papierkiem. A może tylko jaja sobie robię i jestem "psem ganiającym za samochodami". Zupełnie na serio, kolega przyniósł płytkę z Fruity Loopsem. Teraz już odchodzę od tych programów. Liczyłeś na romantyczną historię o powołaniu? (śmiech)

OGM: Nie, spodziewałem się historii o wielkich marzeniach tudzież przesłaniu dla świata (śmiech). Filmowy wymiar Twojego projektu to nie tylko nazwa. W Twojej muzyce da się wyczuć spory potencjał ilustratorski. Chciałbyś tworzyć muzykę do filmów?


F.S.: Jasne. I do filmów i do gier komputerowych. Swego czasu miałem pewien incydent... Pracowałem nad udźwiękowieniem do gry "My little pony" (śmiech). Na szczęście projekt upadł.

OGM: Powiem szczerze, po zaznajomieniu się z Twoją muzyką jakoś sobie tego nie wyobrażam (śmiech). Czy filmowe inspiracje mają istotny wpływ na Twoją muzykę?

F.S: Wiesz, po dłuższym namyśle stwierdziłem, że ten fakt jest świetnym przykładem działania dzisiejszego świata. Między innymi dlatego płyta "I am a Product" nazywa się "I am a Product". Wracając do Twojego pytania. Bardzo często wplatam w kompozycje dialogi z filmów. Zastanawiam się, na ile jest to pociąg do ludzkiego głosu, a na ile chęć wyprodukowania ciekawego kawałka.


Inspiracje filmowe... Uwielbiam kino w każdej postaci, od American Pie do Truposza. Jednego mogę być pewien, ścieżek z American Pie nie znajdziecie w 21 Gramms.

OGM: Jak ważny jest film w muzyce 21 Gramms obrazuje choćby kompozycja "Never Let Me Go". To ważny dla Ciebie utwór? Jak narodził się ostateczny kształt tego utworu.

F.S.: "Never Let Me Go" nie jest jakimś wyjątkiem. Każda z moich kompozycji ilustruje coś we mnie, a co za tym idzie jest dla mnie ważna.

Interesuję się post i transhumanizmem, to było dosyć naturalne, że wybrałem ten film. Z drugiej strony sama nazwa tego kawałka jest wyjątkowo dwuznaczna. Te wszystkie zawody miłosne, jakby ktoś umierał, prawda?... (śmiech)

OGM: Każdy zawód miłosny w pierwszej chwili wydaje się końcem świata. Historia z filmu "Never Let Me Go" jest smutną refleksją nad współczesnością. Bardzo trafnie ją osadziłeś w muzyce. Drążąc temat transhumanizmu. Czy egzystencję ludzi-dawców można nazwać stanem pośrednim?

F.S: Koniec świata mógłby być wesoły. Stan pośredni. Bardzo fajne pytanie. Dawcy to takie małe kotki Schrödingera. Dopóki nie otworzysz nie wiesz, co jest w środku. (śmiech)

OGM: Koniec świata będzie wesoły. Niektórzy mówią, że większość ludzi go nie zauważy.

F.S.: (śmiech) Tak, "człowiek trzcina myśląca" - będzie wiedział, kiedy Wszechświat go zgładzi. Co za Pascalowskie głupoty...


OGM: Wracając do kota. Można zastanawiać się czy ludzie dawcy żyli w prawdziwym sensie tego słowa. Trochę jak ten kot, byli równocześnie martwi i żywi.

F.S.: "Never Let Me Go" jest właśnie o tym. Oczywiście, że żyli, kochali, tworzyli. A co teraz nie jesteśmy bohaterami z tego filmu czy powieści? Wiesz przecież jak to wszystko się skończy.

OGM: Zbliżamy się niebezpiecznie do zagadnień fizyki kwantowej, więc zmienię kierunek. Jaka jest dzisiejsza muzyka? Na co choruje rynek muzyczny w Polsce? Czego mu brakuje?

F.S.: Cóż, temat rzeka. Z jednej strony chorujemy na wszechobecność banału i prostoty (radiowa, średnia papka nastawiona tylko na reklamodawców) z drugiej na "przeintelektualizowane" ścierwo pokroju Roguckiego.


Jest jakiś rynek muzyczny w Polsce? Wydaje mi się, że to wszystko raczkuje. To jest głębszy problem, który zahacza o ekonomię. Ja się wczoraj przestraszyłem jak zobaczyłem ile moja płyta kosztuje w polskim sklepie internetowym, 70 zł to gruba przesada. Ściągnijcie z torrentów - jak się spodoba kupcie za grosze u mnie.

Widzisz Krystian, można to nazwać polskim rynkiem muzycznym?


OGM: Myślę, że ważny jest tu przedrostek "polski". Jest dokładnym odbiciem naszych negatywnych narodowych cech. Rozumiem, że masz niewielki wpływ na takie aspekty wydawania swoich płyt jak cena, dystrybucja? Ta cenę wywindowała zapewne marża sklepu?

F.S.: Stary, ja jestem do bólu polski. Zobacz jak narzekam (śmiech). Nie mam na to kompletnie wpływu. Nie chcę stawiać hipotez, kto?, co? i jak?. Chcą zarobić, normalna, naturalna rzecz. Zastanowiłbym się tylko nad tym, czy 21 Gramms jest rzeczywiście na tyle elitarne (?), że ktoś kupi CD za dzienną wypłatę.

OGM: Ktoś kupi. Ja też lubię ponarzekać (śmiech). Ostatnio głośna była sprawa grupy Skowyt, która czuje się oszukana przez wydawcę. Jak sprawa kontraktów wygląda w świecie antymuzyki?

F.S.: Tak, słyszałem. Podpisuję się pod tym manifestem. Nie wiem, miała być umowa - nie ma umowy. Tak to wygląda, odpowiedziałem? Z resztą, nie jestem guru w tym temacie. Pogadajmy lepiej o sztuce.

OGM: Składanie obietnic bez pokrycia, to też sztuka (śmiech)

F.S.: Taa, performance... (śmiech)

OGM: Czy dark ambientowy minimalizm może być sztuką?

F.S.: Nie generalizowałbym. ("Zrobię 15 minutowego drona, nikt tego nie przesłucha, ale nazwę DEPRESJA, będzie fajnie"). Dobudowywanie - o to chyba w tym chodzi.

Skłaniam się ku poglądowi, że sztuką może być to, co wzbudza emocje. Bieber na przykład. Młody koleś, który pokazał, że wpompowanie pieniędzy w gówno je brudzi i mnoży. Z resztą ja mam tą przypadłość, że wszędzie widzę symbolikę. Przekleństwo.

OGM: Boję się zapytać, ale... jaką symbolikę widzisz w Bieberze? Dla mnie to sztuczny, dofinansowany twór. Póki sobie tworzy i nie muszę tego słuchać jest ok. Jednak on kręci reklamy z Ozzim i chce nagrywać z Metalliką. Jak to było? Koniec świata będzie wesoły?

F.S.: Odpowiedź jest prosta: "I am a Product". Z resztą wszyscy są, banał. Ozzego nic nie zniszczy, ani TV, ani Bieber. A akurat z Metalliką to może nagrywać...(śmiech). Dorzuciłbym do tego jeszcze Skrillexa i Hannę Montanę. Wszystkie targety, taki hajs by wyszedł, że głowa mała.

OGM: To chyba wszystkie kwestie, jakie dzisiaj chciałem poruszyć. Dziękuję bardzo.

F.S.: To ja dziękuję za zainteresowanie.


23 lipca 2012

--
foto: Marta Kozłowska
logo: Michał Nakoniczewski

0 comments

Proszę wprowadzić wynik operacji matematycznej z tego obrazka:

Proszę wprowadzić wynik operacji matematycznej z tego obrazka. =