Anima Mundi

Zmieniona muzyka Hoarfrost

Where Words Fail, Music Speaks

Kompilacja dla Ani

Austeros

Przesłanie do wysublimowanych zmysłów Inner Vision Laboratory

The Measures Taken

Człowiek vs. maszyna w muzyce Machinefabriek

Glaciology

Cztery utwory o śniegu i lodzie Strom Noir

Tworzę, gdyż chcę tworzyć

Marcin Drabot tworzy muzykę, która nie krzyczy, lecz  trwa i wybrzmiewa na granicy ciszy. Czasem ścina krew w żyłach. Jego projekt o intrygującej nazwie Aairria zaimponował mi albumem o przewrotnym tytule "Music For Suicides". Pokłosiem mojego zainteresowania jest poniższy wywiad.

OGM: Intryguje mnie nazwa projektu. Czy Aairria oznacza coś konkretnego?

Marcin Drabot: Słowo pochodzi z tytułu pewnego utworu autorstwa jednego z moich ulubionych twórców muzyki. Czy coś oznacza niestety nie wiem. Spodobało mi się jego brzmienie, a ucieszyła unikalność. Potrzebowałem nazwy, która będzie wskazywać na moją muzykę i na nic innego - Aairria to właśnie taka nazwa.


OGM: Co ukształtowało Pana świadomość muzyczną?

Marcin Drabot: Długo mógłbym wymieniać kolejne fragmenty życiorysu, które wpłynęły na moje postrzeganie świata dźwięków. Z pewnością jednym z najważniejszych było "odkrycie" muzyki ambient. Mając zaledwie naście lat uświadomiłem sobie jak szeroko i subiektywnie można rozumieć pojęcia związane z dźwiękami i konstrukcjami z nich tworzonymi. Myślę, że mój umysł permanentnie wtedy zmienił tryb pracy i żadna muzyka nie brzmiała już tak samo. To było bardzo kształcące doświadczenie. Na ambiencie się jednak nie skończyło. Drugim momentem w życiu, który na moją świadomość muzyczną wpłynął dość mocno było zagłębienie się w idee takich twórców jak John Cage, La Monte Young. Potem zacząłem namiętnie eksplorować obszary nie-muzyki. Wreszcie fascynacja zapędziła mnie w tereny skryte przed uszami codzienności - zagłębiłem się w tematykę EVP, radiową, interesowały mnie kompozycje o abstrakcyjnie długim czasie trwania. Można powiedzieć, że podążyłem ku niszowości i abstrakcji.

OGM: Dlaczego Pan tworzy muzykę?

Marcin Drabot:
Gdyby odsunąć na bok wszelkie czynniki zewnętrzne - czyli spróbować nawiązać do idei czystej woli - odpowiedź brzmiałaby: tworzę, gdyż chcę tworzyć. Jestem przy tym osobą, która nie wyobraża sobie nie tworzenia. Kreacja jest dla mnie podstawowym elementem życia. Nie tworzę wyłącznie muzyki, choć jest to kategoria sztuki na której koncentruję się najmocniej. Świat dźwięków odkąd pamiętam przemawiał do mnie najbardziej, więc zapewne naturalnym jest moja skłonność do takiego właśnie ukierunkowania potrzeby kreowania.

OGM: Jednym z paradoksów muzyki opisanych przez muzykologa Bohdana Pocieja jest zagadnienie ruch - bezruch w muzyce. Czy w przypadku ambientu i wykorzystania dronów wciąż możemy mówić o ruchu? A może to tylko jego iluzja?

Marcin Drabot: Sam Bohdan Pociej sugerował, że nasze zwyczajowe pojmowanie ruchu w muzyce może być tylko iluzją. Można zaryzykować próbę podzielenia kompozycji dźwiękowych na dwa światy - jeden wypełniający ideę ruchu oczywistego, iluzorycznego i drugi, skupiony na ruchu ukrytym, faktycznym. Formy ambientalne, dronowe i niemuzyczne wydają się najczęściej należeć do tego drugiego świata, gdzie dźwięki stanowią tylko bazę dla właściwego ruchu odbywającego się w słuchaczu. Gdyby dokonać tu małego przewartościowania stwierdzić by można, iż kompozycje oparte na klasycznych (w cywilizacji Zachodu) ramach melodii, harmonii, rytmu są muzyką absolutną - stanowią ruch sam w sobie odsuwając słuchacza do pozycji biernego odbiorcy. Muzyką programową byłaby wtedy każda, która nie posiada ruchu (czy też treści, określoności) i aby zaistnieć jako coś więcej niż dźwięki tła potrzebuje aktywnego udziału świadomego pierwiastka duchowego, czyli słuchacza. Pozwolę tu sobie zauważyć, iż takie określenie ambientu i form okolicznych w prosty sposób rozszerza idee, które zaproponował Brian Eno. Muzyka ambient bez aktywnego udziału odbiorcy faktycznie jest muzyką tła, pozornie (i w porównaniu do gatunków powszechnie znanych) bez treści i ruchu.

OGM: Opierając się na doświadczeniach związanych z albumem "Music For Suicides" odniosłem wrażenie, że dobrze się Pan czuje w środowisku niejednoznacznym interpretacyjnie. Czy twórca powinien kierować jasny przekaz do słuchacza? A może muzyka powinna zawierać jedynie pewne wskazówki i koncepcje do przemyślenia?

Marcin Drabot: 
Niejednoznaczność jest dla mnie wiele ciekawsza niż treści oczywiste i łatwe. Nie przesadzę stwierdzając, że większość moich albumów zalicza się do kategorii koncepcyjnych. "Music For Suicides" jest tu dobrym przykładem - tytuł z pozoru oczywisty stanowi swoistą pułapkę interpretacyjną. Jaki jest sens tworzenia ścieżki dźwiękowej dla aktów samozniszczenia? Jakich dźwięków należy użyć? Kto i w którym momencie miałby ich słuchać? Jeśli zaś nie jest to w zamyśle ścieżka dźwiękowa - o czym w takim razie jest ten album? Uwielbiam (i staram się to robić jak najczęściej) skłaniać ludzi do poddania przemyśleniom różnych elementów otaczającego ich świata. Daleki jestem jednak od stwierdzania, iż podobne upodobania winni mieć pozostali twórcy muzyki. Jasny przekaz zazwyczaj trafia do odbiorców, którzy takiego właśnie przekazu oczekują. Myślenie za to jest aktem woli i może zajść niezależnie od treści dostarczanych w muzyce.

Oczywiście twórczość artystyczna to od dawna podstawowy nośnik wszelkich idei. W tym rozumieniu zdecydowanie uważam, że powinny pojawiać się jak najczęściej. Muzyka i szerzej sztuka wtedy najlepiej wypełnia swe zadanie gdy poza pokarmem dla potrzeby rozrywki dostarcza też pożywkę umysłom - zachęca do przemyśleń, sugeruje koncepty i, co najważniejsze, pobudza wyobraźnię. Nie na siłę, a przez zaciekawienie.


Dziękujemy za poświęcony czas i ciekawe odpowiedzi.

5 grudnia 2012

0 comments

Proszę wprowadzić wynik operacji matematycznej z tego obrazka:

Proszę wprowadzić wynik operacji matematycznej z tego obrazka. =