Anima Mundi

Zmieniona muzyka Hoarfrost

Where Words Fail, Music Speaks

Kompilacja dla Ani

Austeros

Przesłanie do wysublimowanych zmysłów Inner Vision Laboratory

The Measures Taken

Człowiek vs. maszyna w muzyce Machinefabriek

Glaciology

Cztery utwory o śniegu i lodzie Strom Noir

Ucieczka od świata ciężkiego do zaakceptowania

No Angels Prod. prezentuje "muzykę dla wielu obcą, dla jednych niezwykłą, dla innych zupełnie niezrozumiałą". Poniżej prezentujemy rozmowę z Radunirem, który spróbuje przekonać Was do tego, że muzyka ma różne oblicza.

OnlyGoodMusic: Jak zaczęła się Twoja fascynacja szeroko pojętą muzyką alternatywną, eksperymentalną, ambientalną?

Radunir: Podejrzewam, że mogło to być spowodowane przynajmniej dwoma czynnikami. Pierwszy to istniejące we mnie od dzieciństwa i stale ewoluujące zainteresowanie światem dźwięków, zwłaszcza tych generowanych przez człowieka w sposób świadomy i celowy. Skoro kiedyś, w odległych czasach zrodziła się muzyka i podążała za swoim twórcą (a może tylko odkrywcą?), to musiało powstać także coś, co nazwiemy wrażliwością muzyczną (a można szerzej - wrażliwość estetyczna, artystyczna...). Myślę, że zgodzisz się, iż cechuje ona istotę cywilizowaną. Stan, w jakim dziś znajduje się ta wrażliwość można chyba uznać na miernik kondycji duchowej człowieka naszych czasów. Nie będę tego dalej komentował... i tak odszedłem od zasadniczej kwestii pytania. A więc zdarzyło mi się być świadomym odbiorcą muzyki; nie ukrywam, że szczególnie tych zjawisk w muzyce (i ogólnie - sztuce, a jeszcze ogólniej w kulturze), które noszą cechy nieoczywistych, tajemniczych, w jakiś sposób zaangażowanych, bo chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie jest w stanie zaakceptować tego "społecznie akceptowanego" szajsu z plastiku, który ktoś przez pomyłkę nazwał rozrywką.

Ok, mamy zatem pierwszy powód fascynacji "szeroko pojętą muzyką alternatywną, eksperymentalną, ambientalną" - naturalne zainteresowanie dźwiękiem, które zaowocowało świadomym odbiorem i selekcją. Drugi powód to... znudzenie. Tak właśnie. Znudzenie "klasycznym zestawem rock'n'roll'owym" w postaci: gitara, bas, perkusja. Oczywiście jest masa świetnych kapel pozostająca przy tej konstrukcji, ale to nic. Wiem, że należy sięgać dalej, że technologia otwiera przed nami bezkres możliwości i w bardzo istotny sposób nas kształtuje. Także naszą wrażliwość. Nie wolno o tym zapominać.

OGM: Kiedy narodził się pomysł stworzenia wytwórni płytowej?

Radunir: Pomysł powstał w lecie 2004 roku. Już od paru lat bawiłem się w muzykę, jako klawiszowiec w kapelce Black Metalowej, równocześnie rozwijając swój solowy projekt ambient/darkwave o nazwie Zmierzch. Jedno z drugim wiele wspólnego nie miało, ale dawało wiele satysfakcji. Każdy projekt na swój sposób. Jeszcze przed rokiem 2004 zespół się rozleciał, bo ludzie się porozjeżdżali po świecie, ale nic nie stało na przeszkodzie by nadal pozostać przy Zmierzchu.
Próbowałem wydać jakieś pierwsze dema, ale nikt się nimi nie zainteresował. Mimo, że w końcu znalazły wydawcę, postanowiłem zrobić to bardziej samodzielnie, ale w tym celu nagrałem zupełnie inny i podejrzewam dojrzalszy materiał. Krótką split-ep'kę Zmierzch wraz z projektem Sławia, który to mocno czerpał z folku. To była pierwsza płytka wydana przez NAP. Prawdę mówiąc założenia były takie, aby ten label służył promocji jedynie własnej muzyki, ale z czasem zaczęli się zgłaszać ludzie z pytaniami, propozycjami, ofertami. To było zupełnie nowe i fajne doświadczenie. Myślę, że bardzo rozwojowe. Udało się zwiększyć nakłady płyt (wciąż trzymając się koncepcji ścisłych limitów), zgromadzić bardzo dobre projekty, nadać wydawnictwom profesjonalną formę, ale trzymając się czegoś, co nazwać można ideałami podziemia. Nas nie łączy biznes (bo to żaden biznes ze względu na niszowość gatunku i względnie niewielką ilość odbiorców), ale jakieś wspólne ideały, cele, zamiłowanie do takiego rodzaju sztuki. I to jest piękne.

OGM:  Co kryje się pod nazwą No Angels Prod.?

Radunir: Pytany o to, nie jestem w stanie dać jasnej odpowiedzi, a przecież sam tę nazwę obrałem (hehe). Wiem też, że potrafi budzić najróżniejsze skojarzenia. I prawidłowo. Ja tłumaczę to rodzajem impulsywnej decyzji, która powstała ze zlepka przemyśleń. A te dotyczyły przede wszystkim czegoś w rodzaju "słodkiego zniewolenia", czyli sytuacji, kiedy ludzie godzą się na bycie manipulowanymi, oszukiwanymi, eksploatowanymi, przy jednoczesnym poczuciu wdzięczności dla takiego systemu. Bo system (złożony z szeregu wyspecjalizowanych instytucji) obiecał im tani kredyt, albo życie wieczne. Taką niewolniczą radość w moim odczuciu symbolizują mitologiczni wykonawcy "boskiej woli" - aniołowie. Bardzo istotne okazuje się więc Lucyferyczne (Prometejskie) "non serviam". I taką postawę, dążenia do indywidualizmu i zdrowego rozsądku uważam za najwłaściwszą. To ona przebiła się w jakiejś skrajnie uproszczonej formie do nazwy wytwórni. Są to oczywiście religijne/mitologiczne metafory. Nie ma potrzeby doszukiwać się ideologii w naszych produkcjach, bo ta działalność to rodzaj ucieczki od świata ciężkiego do zaakceptowania.

OGM: Niedawno obchodziliście jubileusz 5 - lecia istnienia No Angels Prod. Czy trudno prowadzić w Polsce wytwórnię płytową? Opłaca się wydawać płyty?

Radunir: Tak, 5 lat... Tego nikt nie mógł przewidzieć, heh. Zachęcam gorąco do pobrania specjalnej, darmowej składanki wydanej online z tej okazji (info na naszej stronie i myspace). Właściwie Twoje pytanie dotyka zagadnienia priorytetów. Zacznijmy od tego, że No Angels Prod., to malutkie, podziemne wydawnictwo. To hobby, pasja, a jednocześnie jakby drugie życie. To pierwsze
natomiast wiąże się z normalną, codzienną pracą (w moim wypadku grafika-projektanta, w niewielkim acz prężnym studio, heh). Więc dla nas wyznacznikiem do wydania płyty nie jest opłacalność mierzona rachunkiem pieniężnym. Wydanie albumu musi być dla nas i artysty radością i satysfakcją. Pieniądze nie mają żadnego porównania choćby do pracy i wysiłku, jaki musisz w to włożyć, więc mogę Ci powiedzieć, że z tej perspektywy absolutnie się to nie opłaca.

OGM: Każde wydawnictwo sygnowane logo No Angels Prod. ma nietuzinkową oprawę graficzną. Skąd pomysły na okładki?

Radunir: Najczęściej to ja jestem autorem art-worków i formy opakowania, ale zdarzały się też ciekawe współprace na tym polu. Na przykład z Vincentem Andelmoth'em z greckiego In Scissors (sam projektował okładkę do wydanej u nas płyty, oraz współtworzył okładkę do wydanej w 2008 roku, belgijskiej Simulacry), czy Karoliną Kosowicz, która na potrzeby albumu Inner Vision Laboratory/Roto Visage "Cinema Stain", udostępniła swoje autorskie fotografie.

OGM: Jakie warunki musi spełniać muzyka, aby została wydana pod szyldem No Angels Prod.?

Radunir: Najważniejsza jest jakość prezentowanej muzyki. Połączenie emocji, jakie towarzyszą nam podczas słuchania, z wysokimi umiejętnościami twórczymi artysty. Jeśli oba warunki są spełnione i jeśli dochodzimy do porozumienia z artystą, to ma pełne prawo się udać.

OGM: Na koniec powiedz kilka słów o planach wytwórni na ten rok.

Radunir: W marcu ukaże się CD Simulacra "There is a Fountain Filled With Blood". Rarytasik dla słuchaczy minimal dark ambient, dźwięków czarnej przestrzeni, odległości, kosmicznej głębi, odizolowania. Bardzo polecam. Co do kolejnych planów, trwają rozmowy więc na tym etapie nic nie zdradzę. Natomiast wiele wskazuje na to, że może pojawić się ktoś znany z kraju oraz dopiero odkryta perełka zza wielkiej wody. Czas pokaże. A tymczasem pozostańcie w zdrowiu i miejcie jasne umysły.

/wywiad archiwlany z 01 marca 2010/