Anima Mundi

Zmieniona muzyka Hoarfrost

Where Words Fail, Music Speaks

Kompilacja dla Ani

Austeros

Przesłanie do wysublimowanych zmysłów Inner Vision Laboratory

The Measures Taken

Człowiek vs. maszyna w muzyce Machinefabriek

Glaciology

Cztery utwory o śniegu i lodzie Strom Noir

Utopijny projekt porządkowania rzeczywistości

Horologium urzekł mnie atmosferą "Tellurian Anthems" i choć stojący za projektem Grzegorz Siedlecki zastrzega, że nie interesuje go wojna jest naprawdę dobry w wykorzystywaniu martialowej estetyki.  Przy okazji recenzji ostatniego albumu projektu wspominałem, że jestem głodny muzyki Horologium. Ten wywiad jest małą próbą zaspokojenia tego głodu.

OGM: Witam serdecznie, zacznę dość tradycyjnie. Skąd nazwa projektu i co dla Ciebie oznacza?

Grzegorz Siedlecki: Ja również witam, choć boję się przy tym trochę o serce Pana Rusinka, który być może jakimś trafem przeczyta ten wywiad... Nazwa Horologium pojawiła się w mojej głowie przy okazji nagrywania materiału na płytę "The Fire Sermon" i oryginalnie miała być częścią tytułu tejże. Ten miał brzmieć "Horologium: The Fire Sermon", ale z czasem wydał mi się jednak za długi i mylący z powodu zestawienia w jednym tytule dwóch różnych inspiracji dla powstania tej płyty. Należy dodać, że w tamtym okresie poszukiwałem dość intensywnie nazwy dla swojego nowego projektu i Horologium wydała mi się idealna. Pamiętam, że wydawca tego CD, Fabrice Billard z Divine Comedy Records, był zachwycony tą nazwą i zachęcał mnie do dalszego tworzenia muzyki jako Horologium. Zresztą fakt, że trafiłem z debiutem na tak fantastyczną wytwórnię płytową nie pozostał bez wpływu na kształt późniejszej twórczości Horologium. Divine Comedy Records to nie tylko wydawca, to dodatkowo cała estetyka – jak wielu wytwórniom dzisiaj brakuje własnej i rozpoznawalnej twarzy? Ale wracając do pytania... Horologium to łacińska nazwa zegara, również tego tradycyjnego, wykorzystującego wędrówkę Słońca nad widnokręgiem. Pojęcie czasu jest oczywiście ogromnie bogate w sensy i znaczenia, dlatego tak bardzo mi odpowiada. Jeśli na przykład przyjmiemy, że czas jest jedynie kategorią umysłu, a nie czymś obiektywnym, możemy potraktować go jako utopijny projekt porządkowania rzeczywistości. Bardzo inspirujące jest również zjawisko budowania nowych zegarów, które symbolizować mają nowy początek, niejako nowy czas, nową historię. Choć to utopijne, ma w sobie ogromną moc oczyszczającą, również dla jednostki. Krótko mówiąc: czas to temat rzeka. Horologium jest nierozerwalnie związane z tym pojęciem.

OGM: Parafrazując słowa Ursuli K. Le Guin: wierząc, ze muzyka jest czynem kompozytor jest odpowiedzialny za to, co robi jego muzyka. Czy zastanawiałeś się kiedyś nad wpływem, jaki może wywierać Twoja muzyka na odbiorcę?


Grzegorz Siedlecki: Nie tylko w kontekście muzyki, ale sztuki w ogóle, mówienie o odpowiedzialności artysty to jakiś żart. No chyba, że chodzi o odpowiedzialność artysty przed samym sobą. Nie po to „mamy artystów”, aby bali się zrobić najmniejszy krok ze strachu przed odpowiedzialnością. Jeżeli ktoś chce mieć tresowane małpki to niech opłaci je sowicie na swoim weselu. Jaki byłby sens sztuki, gdybyśmy nakładali na twórców odpowiedzialność za ich działalność? No i jeszcze żeby nie szokowali, nie ranili uczuć, byli odpowiedzialni i świecili przykładem. Wydają mi się takie zakamuflowane próby kontrolowania twórczości obrzydliwe, podobnie jak straszenie piekłem małych dzieci, całkiem podobna taktyka szantażu. Nikt nikogo nie zmusza do obcowania ze sztuką! Wpływ mojej muzyki na odbiorców jest zapewne rozmaity, ale nie mam zielonego pojęcia jaki, mogę tylko zgadywać. A czy warto?

OGM: Wydajesz sporo albumów w różnych wytwórniach. Skąd pomysł na taką labelową wędrówkę?


Grzegorz Siedlecki: Mówi się, że podróże kształcą. Również te od wytwórni do wytwórni. Współpraca z różnymi wydawcami przynosi satysfakcję, czasem trochę nerwów, ale w ogólnym rozrachunku jest czymś pozytywnym: pozwala dotrzeć do różnych odbiorców i daje swobodę w podejmowaniu decyzji. Dodatkowo, gdy chce się wydawać więcej niż jedną płytę na dwa lata, jest to często jedyny możliwy modus operandi.

OGM: Przy okazji recenzji albumu "Tellurian Anthems" zastanawiałem się, jakimi cechami powinien charakteryzować się dobry album z kręgów martialowych. Masz swoją wizję tej muzyki?


Grzegorz Siedlecki: Przy okazji tego pytania chciałbym zaznaczyć, że sam nie traktuję Horologium jako projektu martial. Co więcej, muzyka martial postrzegana jako monotonne bicie w bębny na tle ambientowego tła i odgłosów wojny wydaje mi się okropnie nudna. Na palcach jednej ręki mógłbym wymienić interesujących artystów tego nurtu. Horologium jedynie wykorzystuje elementy estetyki martial, co mam nadzieję słychać również na "Tellurian Anthems". Nie interesuje mnie ani wojna, ani upamiętnianie doniosłych wydarzeń w historii świata. Jeżeli w ogóle jest jakaś wojna warta uwagi to jest to ta wojna, która nigdy się nie kończy – wojna wszystkiego ze wszystkim. Interesuje mnie filozofia, nie rozlew krwi. Chciałbym aby muzyka martial industrial brzmiała zawsze tak dobrze jak Les Joyaux de la Princesse czy Tribe of Circle, ale rzeczywistość już dawno poszła własną drogą.

OGM: Wracając do albumu "Tellurian Anthems", zachwycił mnie utwór "My Thunder Marks". Skąd pomysł na taką konstrukcję utworu? Czy to saksofon?  Jego dźwięk przewartościowuje ten utwór zupełnie.


Grzegorz Siedlecki: Tak, to dźwięki saksofonu. Nie miałem szczególnego pomysłu na konstrukcję tego utworu, ona stopniowo powstawała w trakcie pracy nad nim. W moim wypadku utwór, czyli efekt finalny, to zawsze wynik wielu prób i mozolnego poprawiania tego co już jest, dodawania nowych elementów itd. Zgadzam się z opinią, że dzięki próbkom tego instrumentu "My Thunder Marks" nabiera nowego, interesującego kolorytu. Cieszę się, że to dostrzegasz.

OGM: Martial jest silnie związany z historią. Lubisz historię?


Grzegorz Siedlecki: Nigdy nie przepadałem za wkuwaniem dat i historią jako chronologicznym zestawieniem faktów. Bardziej przemawia do mnie poznawanie pozostałości po minionych czasach, starych dzielnic Barcelony, Paryża czy Pragi. Lubię zwiedzać wiekowe opactwa, zamki, cmentarze. W tym sensie historia jest mi bardzo bliska. A może raczej wdychanie historii? À propos... Nie ma chyba nic lepszego niż smaczny posiłek w miejscu przesyconym odniesieniami do przeszłości: naleśniki na wzgórzu Montmartre, paella na Placu Królewskim w Barcelonie, lampka wina wewnątrz murów Carcassonne... Z inspiracji podróżami powstała płyta "Père Lachaise" z udziałem Horologium, Artefactum, Project Winter i Foundation Hope. Przeszłość jest więc dla mnie dużą inspiracją, historia jako nauka humanistyczna zdecydowanie mniej.

OGM: Plany na najbliższy czas...


Grzegorz Siedlecki: Tych planów trochę jest, ale nie są to rzeczy potwierdzone. Ostatnio po prostu brakuje mi czasu na cokolwiek innego niż praca i obowiązki rodzinne. Na pewno jednak w przyszłości ukażą się nowe płyty Horologium. Dziękuję za zainteresowanie!

OGM: Dziękujemy za rozmowę.


7 maja 2012

0 comments

Proszę wprowadzić wynik operacji matematycznej z tego obrazka:

Proszę wprowadzić wynik operacji matematycznej z tego obrazka. =